Martwiłem się o Zeki. Zawsze, gdy odpycha mnie od siebie,
coś jest na rzeczy. Strasznie byłem pochłonięty tą myślą, do tego stopnia, iż
kilka raz podczas przechodzenia sekretnych map o mało co nie oberwałem od
przeciwnika. Lorien zauważył, że coś jest nie tak. Gdy zapytał, co się dzieje,
odpowiedziałem nad czym rozmyślam. Robiliśmy przerwy od czasu do czasu i
jednocześnie opóźnialiśmy się z wykonywaniem misji dziennych. Zanim
wyruszyliśmy na Henia, zatrzymaliśmy się w centrum miasta. Chung wyraźnie dał
do zrozumienia, że aby iść na Henira mam być skupiony tylko i wyłącznie na tym.
Łatwo się mówi… Starałem się o tym nie myśleć, jednak to było silniejsze ode
mnie. Nawet ocena walczenia z nowym mieczem, nie była w stanie skupić mojej
uwagi. Powiedziałem Lorienowi, że można iść, ale żeby się nie zdziwił jak
czasem będę mieć opóźnione reakcje. Kiwnął głową i tak ruszyliśmy do Glave.
Przynajmniej wyzwania Glave szybko poszły. Nastało już
popołudnie. Idąc przez ulice spotkaliśmy Aishę, która przyglądała się wystawie.
Coś mnie zabolało wewnątrz, ale pomimo tego podeszliśmy do niej. Lorien
wyręczył mnie i zapytał ją, co tutaj robi. Spojrzała na nas i spokojnie odpowiedziała,
iż wyszła się przejść. Potem się rozgadali trochę, a ja nie umiałem nic wydusić
z siebie tylko rozglądałem się wokół siebie. Z czasem podszedł do nas Raven.
Zapytał mnie jak sprawuje się broń. Początkowo nie widziałem, co powiedzieć.
Przyjrzałem się mieczowi, obróciłem kilka razy w dłoni i powiedziałem, że
trochę ciężko mi się przyzwyczaić. Glaciala broń była dużo większa, szersza i wytrzymalsza
według mnie, a Falcona jest lekka, wąska i nie wiem, czy to był dobry wybór
kupując ją. Raven zaproponował walkę treningową, by zobaczyć do czego zdolna
jest moja wykałaczka, bo inaczej tego nazwać nie idzie. Chung też chciał iść z
nami. Spojrzeliśmy na Aishę, która też się zgodziła i razem udaliśmy się do
Camilli. Ucieszyła się na nasz widok. Chwile potem znaleźliśmy się na arenie
treningowej. Tym razem arena mostu nadziei. Aisha usiadła na jednej z platform
i nas obserwowała.
Najpierw poprosiłem Chunga, by uderzył swoim działem w
miecz. Nie był do końca pewny, czy to dobry pomysł. Położyłem miecz na ziemi i
kazałem mu uderzyć. Jeśli Falcon tego nie wytrzyma, to mogę z czystym sumieniem
się go pozbyć. Lorien wziął rozbieg, skoczył do góry i potem wylądował na
ziemi, uderzając działkiem w miecz. Usłyszeliśmy brzdęk i gdy Chung dźwignął
działo ujrzeliśmy zarysowanie, ale nie miecza tylko Destroyera Loriena. Chyba źle oceniłem wytrzymałość broni. Wziąłem
do ręki miecz i zacząłem walczyć z Ravenem. Trwało to kilka godzin i co jakiś
czas Lorien dokuczał słownie, a Zeki siedziała cicho, cały czas.
-Broń sama w sobie jest niezła, dzięki jej konstrukcji
możesz szybciej zaatakować, czy skontrować uderzenie. – podszedł do mnie Raven
i sprawdzał coś z swoim nazo-ramieniem.
-No, co ty nie powiesz. Wkurza mnie ta luka w środku. –
uniosłem miecz i pokazałem mu, co mam na myśli. - Jak ktoś ma wąski miecz to
może wsadzić swój miecz w tę szczelinę i wyrwać mi z dłoni broń, a wtedy to…
-Narzekasz. Myślisz, że w trakcie walki ktoś będzie mierzyć
w tę szparę? I tak jesteś w dobrej sytuacji, bo nawet bez miecza możesz
walczyć. – schował miecz do pochwy u lewego boku i odwróciliśmy się do Aishy i
Chunga. – Chcecie potrenować? – Lorien pokazał ręki, iż nie ma zamiaru, a Zeki
pokręciła głową. – To w takim razie wracamy.
Gdy wróciliśmy do pałacu Rena wraz z Arą nas przywitały.
Podczas kolacji elfka zaproponowała wieczorny seans filmowy. Nie chciałem
zbytnio brać w tym udziału, ale się zgodziłem. Przez dłuższy czas wybieraliśmy
jaki film by tu oglądnąć. W końcu padło na jakiś film przygodowy. W fotelu
wygodnie rozwalił się Chung, na sofie siedziały obok siebie Rena i Ara, obok
reny Raven, obok niego Aisha, a ja koło Aishy. Czas mijał, wszyscy z
zaciekawieniem patrzeli na film, do czasu, gdy Zeki oznajmiła, że źle się czuje. Rena powiedziała bym
poszedł z nią, żeby czasem coś się nie stało. Weszliśmy do kuchni. Nalała do
szklanki wody i usiadła na krześle, podpierając się jedną ręką o blat stołu.
-Nie chcesz żadnych tabletek? – zapytałem, a ona pokręciła
głowa. Usiadłem obok niej i przyglądałem. – Co się dzieje? Od wczoraj dziwnie
się zachowujesz.
-Nic się nie dzieje.
-Zawsze, gdy masz z czymś problem odsuwasz się ode mnie.
Ślepy nie jestem. – nastała krótka cisza, którą zagłuszały krople wody kapiące z
kranu.
-Ostatnio źle się czuje i to wszystko. – wypiła trochę wody,
co sobie nalała i odstawiła szklankę z powrotem na stół. – Pójdę już do siebie odpocząć.
Gdy tylko wstała i miała zamiar wyjść, zastąpiłem jej drogę
i od tak po prostu uniosłem lekko jej podbródek do góry i ucałowałem w jej
usta. Nie opierała się, nie odepchnęła mnie jak wczoraj, tylko wręcz
przeciwnie. Zawiesiła ręce na szyi i pozwoliła mi całować ją tak jak ja chce.
Oparłem ją o brzeg stołu, lewa dłoń spoczywała na jej udzie, a drugą wplotłem w
jej włosy. Nie wiem jak długo to trwało, ale nie chciałem by to się skończyło.
Chciałem być tylko z nią, już na wieki. Cała ta sytuacja zakończyła się w momencie,
gdy poczułem, iż jej ręce powoli opadały. Zakończyłem to, co zacząłem, wziąłem
na ręce i zaniosłem do pokoju. Kładąc ją na łóżku, powiedziałem jej, że jeśli
ma jakieś problemy to ma mi o tym powiedzieć. Ostatni raz musnąłem jej wargi i
wyszedłem z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz