wtorek, 26 lutego 2013

Wpis9 Oczami Chunga

Rano udaliśmy się do Hamel i skierowaliśmy się w stronę świątyni. Atmosfera była dziwnie przytłaczająca i smutna. Przy świątyni spotkaliśmy Ravena, a następnie weszliśmy do środka. Złożyliśmy rodzinie Shakti kondolencje, a potem Ammo zaczął przepraszać za błędy podczas walki. Wtrąciłem się i dodałem, ze w głównej mierze to moja wina, bo ja planowałem całą akcję. Matka łuczniczki powiedziała nam, że nie mamy się tym zadręczać, a potem jej siostra podeszła do nas i wręczyła po lilii mówiąc, iż jej siostra jest szczęśliwa i nie chce nas widzieć w takim stanie. Chwile potem rozpoczęła się msza.
Gdy już się rozchodzili wszyscy, Penentio powiadomił nas, że wyśle kilka oddziałów stąd do Sandri. Nie podobało mi się to ale przemilczałem sytuację. Raven wraz z Elswordem poszli do parku o czymś dyskutować, ja wraz z dziewczynami (oh....) udaliśmy się do Aranki i tam czekaliśmy aż chłopaki wrócą. Rozmawiałem z Mayą przez ten czas i postanowiliśmy iż zostanie tutaj. Co prawda martwiła się o mnie, jednak udało mi się ją przekonać. Gdy tylko chłopaki wrócili, za pomocą biletów udaliśmy się do Sandri.
W salonie omawialiśmy sytuacje miasta oraz przyszłe miejsce odwiedzin czyli wioska Calluso. Na czele wioski stoi Karu, plotki mówią, że jest potężnym wojownikiem, który posługuje się magią wietrznego El. Na dodatek całe miasto unosi się w powietrzu, więc ciężko będzie się tam dostać. Jak skończyliśmy plan na jutro, wróciłem do pokoju i tam przywitała mnie Lorienka. Zająłem się nią przez jakiś czas, a potem udałem się na spacer, oczywiście w towarzystwie lisiczki. Chodziliśmy tu i tam, rozmawialiśmy z różnymi ludźmi, których spotkałem podczas walk i tak nastał wieczór.
Gdy wróciłem do pałacu, czekał na mnie list podesłany z gildii. Gdy wchodziłem an górę czytałem wszystko i wtedy spotkałem Elsworda. Powiedziałem mu o wszystkim i na koniec poprosił mnie o kartkę. Dałem mu ją i skierowaliśmy się na dół, na kolacje. Podczas spożywania posiłku niespodziewanie Ara zapytała mnie o Hamel i inne historię tego miasta. Zdziwiło mnie to ale odpowiedziałem na jej pytania i tak jakoś się rozgadaliśmy. Rozmowa się przedłużała więc postanowiliśmy, ze pójdziemy do mnie i tam dokończę. Zgodziła się i weszliśmy na górę. Dostrzegliśmy Ravena i Rene razem oraz w oddali Elsa i Aishe. Potem Els palnął takiego teksta, że nie wiedziałem czy wybuchnąć śmiechem. Każdy poszedł i tak zająć się sobą, a ja Arze dokończyłem historię Hamel. Była zafascynowana tym miastem. Spytałem czy powie mi coś o Sandri. Z chęcią zgodziła się i teraz ja jej słuchałem, aż do późnej godziny gdy skończyła.

Podczas śniadania Aisha zafascynowana zaczęła nam mówić o tym, iż będzie nowy set avatara o nazwie Gold Falcon. Ogólnie mi się podoba fakt nowego setu, może sobie kupię... Z czasem zszedł do nas Elsword, których słuchał rozmowy. Zapytałem go czy też będzie go kupować. Kiwnął głowę i dodał, że tylko wtedy jak będzie mu się podobać. Jutro powinny być pierwsze zdjęcia, ciekawi mnie jak będzie wyglądać.
Podczas drogi męczył nas ten upał, no wytrzymać nie szło. Po wielkich trudnościach dotarliśmy na miejsce. Dzięki Aishy znaleźliśmy się na górze. Wioska wygląda bardzo sympatycznie i naturalnie. Idąc dalej napotkaliśmy pierwszych wojowników tej wioski. Rena chciała pokojowo załatwić sprawę, jednak zaatakowali ją i dali nam do zrozumienia, iż pokojowo się nie da. Elsword dał znak, na otwarcie ognia, więc wystrzeliłem Dreada i grupa wojowników padła na ziemię. Aisha zaraz potem zaczęła się na nas wydzierać, że jesteśmy nienormalni. Elsword wdał się w rozmowę z nią, z której wynikło iż Zeki nie będzie w stanie nam pomóc podczas walki. Raven nie zważając na nich ruszył do przodu, a ja zanim. Pokonywaliśmy z łatwością naszych przeciników i szliśmy dalej. Najzabawniejsze było, iż na wyższe piętra wioski służyły specjalne urządzenia unoszące w powietrzu. Widoki z góry były niezapomnianie i nie do opisania. W dalszych potyczkach już nam towarzyszył Elsword i Ara. Szybko szło. Co prawda, nikogo nie zabijaliśmy, tylko unieszkodliwialiśmy. Jakoś nie umiem zabić człowieka... W końcu dotarliśmy do Karu. Ara znowu chciała dyplomatycznie to załatwić, jednak on na odwrót i znowu musieliśmy walczyć. Trochę to trwało, jednak w końcu się udało. Nie odnieśliśmy żadnych poważnych ran i razem z Karu, który nie buntował się zeszliśmy na dół. Czekały tam na nas Rena i Aisha. Elsword kazał Zeki zabrać nas na dół, to ta mu się sprzeciwiła. Podszedł do niej i chwile potem znaleźliśmy się w pałacu. Oj, czuje, że znowu coś będzie. Odprowadziliśmy go do Emirate i tam wszystko sobie wyjaśnili, a potem Karu wrócił do wioski, a ja do pokoju. Padnięty wyłożyłem się na łóżku, a obok mnie Lorienka, która wyglądała na pół żywą. Zasnąłem z zmęczenia ale tylko na chwile, bo kilkanaście minut później wpadła do pokoju Aisha i krzyknęła moje imię tak głośno, że jak oparzony wstałem, aż zleciałem z łóżka i głową walnąłem się w stół jak wstawałem.
-Lorien to prawda, że Elsword nie zabił nikogo dziś? - podeszła do mnie i się nachyliła z wyczekiwaniem na odpowiedź. Ja na pół przytomny trzymałem się za głowę i spoglądałem na nią.
-E, a, e, no tak prawda. A co?
-Nic.
Odpowiedziała i wyszła, a ja siedziałem jak idiota na tej ziemi i myślałem, co właściwie się wydarzyło. Lorienka cały czas drżała i miała tak wielkie oczy, że się wystraszyłem przez chwilę.
Późnym popołudniem zszedłem z lisiczką na dół i tam spotkałem Arę, z którą znowu się zagadaliśmy o technologi Hamel i sztukach walki Sandri. Do tego później przyszła do nas Śnieżynka, pecik Ammo. Zdziwiłem się, że z nim nie jest. Z czasem zaczęła bawić się z Lorienką.
Gdy przyszła pora kolacji, Elsword szedł w naszym kierunku i jego lisiczka od razu pobiegła do niego. Wymieniliśmy parę zdań i udaliśmy się na kolację, która minęła spokojnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz