piątek, 1 lutego 2013

Wpis5

Gdy tylko Zeki rano wstała, zapytałem ją jak się czuje. Odpowiedziała, iż w miarę w porządku i na jej twarzy zagościł uśmiech. Ulżyło mi trochę, że jakoś to przeszła, jednak to zmienia faktu iż Sylph zapłaci za to co zrobił. Zeszliśmy na śniadanie i Rena od razu zaczęła męczyć Aishe zasypując ją milionami pytań. Zaśmiałem się pod nosem i zostawiłem je. Przywitałem się z chłopakami, którzy grali w szachy. Tym to się serio nudzi. Raven chciał dziś iść na arenę i walczyć jeden na jednego. Zapytał nas czy też się przejdziemy. W sumie co nam szkodzi. Zanim wyszliśmy pożegnałem się z Aishą i kazałem jej uważać na siebie. Kiwnęła głową po czym dogryzła, że nie jest małym dzieckiem i nie trzeba jej tak pilnować. No jasne... Dałem jej pstryczka w czoło i wyszedłem, a ona za mną się wydzierała na cały głos. Można powiedzieć norma.

Na arenie obserwowaliśmy Ravena, który wygrał już dziesięć walk z rzędu. Jedzie z nim jak z nowicjuszami. Po każdej walce rozmawialiśmy o przeprowadzonej walce, po czym Lorien zaproponował bym ja poszedł. No zbytnio nie chciałem, z powodu awansu mocy, no ale zgodziłem się. Szybko dobrało mi walkę. Przeciwniczką była dziewczyna z klasą Grand Archer. Zamiast dobrać mi kogoś, gdzie mogę iść na całość to mi dobierze dziewczynę, świetnie.
Gdy tylko rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę ruszyłem na nią i podczas biegu przywołałem Cornwella i gdy byłem blisko niej przebiłem się przez nią trzema innymi Cornwellami, które poleciały za mną. Oszołomiona łuczniczka nie wiedziała, co się stało. Wyprowadziłem w nią kombinację różnych ataków i na sam koniec wykończyłem wszystko Cutterem. Jako, że nie lubię jak walka się szybko kończy, gdy spadała na dół rzuciłem Harsha i przyciągnąłem ją do siebie by rozbić o nią trzy Cornwelle, a następnie odepchnąłem ją mieczami. Upadła na ziemię i ledwo wstawała. Zobaczyłem wskaźnik życia. Podszedłem do niej, kucnąłem przy niej i zapytałem czy mam to zakończyć szybko i bezboleśnie czy długo i bezlitośnie. Spojrzała na mnie z nienawiścią i chciała swoim łukiem mnie uderzyć. Zatrzymałem atak ręką i wyrwałem jej broń z dłoń. Wstałem i przyglądałem się jej broni. Przyznam iż bardzo spodobał mi się łuk, wejrzałem na nią, na broń. Rzuciłem łuk na ziemię, a ona przyglądała się. Spojrzałem na nią i bez żadnego poczucia winy, rozciąłem jej jakże cudowną broń na pół. Patrzała na mnie z niedowierzaniem i w oczach pojawiły się łzy. Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Rzuciłem jej iż jak się o coś pytam to należy odpowiadać.
Wróciłem do chłopaków, którzy nie wiedzieli, co powiedzieć. Po czym Raven powiedział, że mogła się wycofać albo coś jak widziała do czego jestem zdolny. Co racja, to racja.

Popołudniu udaliśmy się z powrotem do pałacu. Podczas drogi rozmawialiśmy o naszych umiejętnościach. W wielkim skrócie powiedziałem na czym polega moc mrocznego i gdy to usłyszeli powiedzieli, że to jest tak kopnięte, iż woleli tego nie wiedzieć. Chcieli to mają, przynajmniej teraz dadzą mi spokój. Podczas drogi spotkaliśmy jakąś łuczniczkę (znowu kurde) w Glacialu. Lorien przywitał się z nią, a ja z Raven zdziwieni spojrzeliśmy na siebie, a potem na nich. Szybko wyjaśnił kim ona jest. Kto by pomyślał, ze się spotkamy w takim miejscu. Zapytała mnie czy możemy porozmawiać na osobności. To mnie zamurowało nowa, a już chce prywatnej rozmowy. Zgodziłem się i w czwórkę wróciliśmy do pałacu.

Rozmowa z nią nie trwała długo. Pytała ogólnie o zasady i inne sprawy gildii. Zaproponowałem jej by trochę czasu spędziła tam i zapoznała się z członkami. Widać po niej było, iż jest szczęśliwa z dojścia do nas. Gdy wychodziła od razu Aisha za nią weszła. Po jej spojrzeniu wiedziałem, co mnie czeka.... Najpierw dokuczanie, potem oskarżanie, groźby, a na koniec, iż nie przyjmuje żadnych wymówek. Nawet do słowa mi dojść nie dała dopiero, gdy skończyła mówić pozwoliła mi cokolwiek powiedzieć. Chociaż nie wiem, po co starałem się wybronić jak ona i tak postawiła na swoim. W takim razie zagrałem inaczej. Rzuciłem, iż mam gdzieś jej oskarżenia i udałem się do ogrodu. Był bardzo duży, słońce już powoli zachodziło. Położyłem się na trawniku i spoglądałem w niebo, aż do ściemnienia się.

Po zakończeniu spożywania kolacji i rozmowy z resztą wróciłem do siebie. Wyłożyłem się na łóżku i kompletnie nic mi się nie chciało. Śnieżynka w podskokach podeszła do mnie i usiadła na plecach. Powiedziała, iż żadnych wieści od Avalaca. Szkoda, myślałem, że szybko się z tym uwiną. Chwile potem do pokoju weszła Zeki. Na powitanie rzuciłem jej, czy znowu przyszła mnie oskarżać o coś. Nie odpowiedziała nic, tylko usiadła obok i zaczęła głaskać mnie po głowie. Śnieżynka zeszła ze mnie i w kącie łóżka się ułożyła do snu. Dźwignąłem głowę i spojrzałem na Zeki. Nie powiedziawszy nic, złapałem ją za ramię i przyciągnąłem do siebie. Położyła się obok i przytuliła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz