sobota, 9 lutego 2013

Wpis8 Oczami Chunga

W końcu nadszedł dzień gdy Ammo się obudził. Cieszyłem się, że już wszystko w porządku. Jeszcze tylko rozmowa z nim i innymi o naszych zdolnościach i będzie spokój.
Podczas kolacji powiadomiłem go o nowej członkini gildii oraz to, że chce się z nim zobaczyć.
Ten dzień mijał prawie tak samo jak poprzednie, więc pisać nie ma co.

Rankiem każdy rozszedł się po Sandri. Tylko Raven chciał zostać. Może chciał pogadać z Elswordem na osobności o zajściu w grocie... Skierowałem się do Dafarra zapytać go czy ma amunicje, robione takie jak w Hamel. Na szczęście zostały mu ostatnie paczki amunicji. Poprosiłem go, by specjalnie dla mnie sprowadził i nadmienił w przesyłce iż to moja prośba. Trochę był zdziwiony. Powiedziałem mu kim jestem i od razu poszedł składać zamówienie, a ja udałem się na arenę pvp pooglądać wojowników.
Wszystkie walki były bardzo ciekawe, podobał mi się styl niektórych, jednak potem doszło do walki między Sylphem, a Zeki i już tak kolorowo nie było. Myślałem, że będzie to walka na poziomie i w ogóle, a on ją normalnie poniżał przy wszystkich i bawił się. Była całkowicie bezbronna przeciw niemu. Nie podobało mi się to. Wybiegłem z areny i ruszyłem w kierunku pałacu. Na szczęście po drodze spotkałem Elsworda i na szybko wydusiłem co i jak. Wróciliśmy na arenę i Els siła zakończył walkę, bo Camilla tego zrobić nie chciała. Podbiegliśmy do Zeki. Nie wyglądała najlepiej. Dostrzegłem, iż Eve kieruje się do wyjścia. Powiedziałem Ammo, że idę za nim i pobiegłem za nim. Wyróżnia się spośród wszystkich, więc bez problemu go znajdę. Wybiegłem z areny, rozejrzałem się i gdy tylko poznałem jego zarys w oddali pobiegłem tam. Jak na nazoida to się strasznie szybko porusza. Wybiegłem z nim poza miasto, na pustynie. Załadowałem działo i krzyknąłem do niego by się zatrzymał, bo użyje siły. Jakby mnie posłuchał i zatrzymał się. Odwrócił się tylko do mnie i wystrzelił wiązki lasera. Odskoczyłem w bok i wymierzyłem w niego działo. Chciałem użyć Dreada jednak był już zbyt wysoko i daleko ode mnie. Cholera no. Co mu strzeliło do głowy albo raczej procesora.
Zdenerwowany wróciłem do Elsworda i powiedziałem iż Sylph mi uciekł. Nie gniewał się zbytnio na mnie o to, teraz był całkowicie skupiony na Zeki. Kto jak kto, ale jeśli komuś z nas stanie się krzywda to Elsword naprawdę martwi się i stara pomóc tej osobie, prawie jak Rena. Nie będę mu tego mówić, bo jeszcze mnie opierdzieli, że jestem niepoważny.
Wieczorem Ammo wraz z Zeki wrócili. Wcześniej powiedziałem wszystkim, co się wydarzyło. Byli równie zdziwieni, jak ja wcześniej. Rena zajęła się Zeki, a ja wraz z Ravenem, Elsem i Arą usiedliśmy przy stole. Zaczęliśmy dyskutować o tym, a potem rozmowa przeniosła się na Arę czemu nie udała się na trening. Odparła nieśmiało, że chce poczekać na inne rodzaje treningów i wtedy zdecydować jaką drogę wybierze. Ah, pamiętam dzień, gdy wybierałem swoją profesję. Zresztą co ja piszę, to nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją *przekreśla*. Rozmowę o naszych umiejętnościach też przełożyliśmy, bo w sumie mi też nie chciałoby się tego opowiadać.
Nie wiem czemu ale mam przeczucie, że Ammo tego tak nie zostawi i nie przebaczy Sylphowi tego, co zrobił.

Kolejnego dnia, gdy zjedliśmy śniadanie z nudów, wraz z Ravenem rozegraliśmy partyjkę szachów. Podczas gry w najlepsze sobie rozmawialiśmy, a ja przy okazji ćwiczyłem swój zmysł taktyczny. Z jednej strony cieszę się z profesji, co mam ale z drugiej strony jest na prawdę ciężko, bo czasem ode mnie będą liczyły się losy walki. Z czasem zeszli na dól nasza para zakochanych, którzy na samym starcie zostali rozdzieleni przez Renę, która wzięła pod swoje skrzydła Aishe, a Elsword przysiadł się do nas. Nie wiem czemu ale zazdroszczę mu, tylko czego? Eh, nieważne*przekreśla*. Raven zaproponował nam wypad na arenę pvp. Wymieniłem spojrzenia z Elsem i zgodziliśmy się. z Ravenem zawsze fajnie idzie spędzić czas, a na arenie to już w ogóle. Jest najlepszy, jego refleks i trzeźwość umysłu podczas walk robią wrażenie oraz ten stoicki spokój. Zachowuje się czasem tak jakby nie posiadał uczuć, jednak dzięki wynikom niektórych sytuacji można dostrzec w nim troskliwego człowieka.
Na arenie w szoku i z śmiechem patrzeliśmy jak Raven ogrywa każdego po kolei. Normalnie jak robot. Najśmieszniej było po walkach jak je komentowaliśmy. Z czasem zaproponowałem Elswordowi by też się rozerwał, bo przeczuwałem iż też chce się rozerwać. Raven też był za tym i z czasem wylądował na arenie wraz z jakaś łuczniczką. Gdy tak oglądaliśmy jego walkę, wraz z Raven doszliśmy do wniosku iż 1v1 nie ma sobie równych oraz to, że jak daje możliwość wyjścia bez poważniejszych szkód to ludzie upierają się na swoim a potem kończy się to płaczem. Co zrobić, mówił trza było słuchać i odpowiedzieć, a nie potem wydzierać się. Niektórzy są przezabawni.
Z czasem wróciliśmy do pałacu. Podczas drogi rozmawialiśmy o naszych nowych zdolnościach po awansie na drugą klasę. Gdy tak słuchałem z Ravem o mocy Elsa, to razem zgodnie powiedzieliśmy, że to jest dziwnie. Jednak Zeki miała rację, lepiej nie wiedzieć o tym. Rany, jak on się tego nauczył wszystkiego? Nie sądziłem,, że on... To zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Po drodze spotkaliśmy Shakti. Przywitałem się z nią i zapytałem co u niej, a chłopaki patrzeli na mnie, nas w niemym szoku. Przedstawiłem ich sobie, a potem Shakti już się umówiła na prywatną rozmowę. Mogłem to przewiedzieć. Oby tylko nie miał problemów z Zeki znowu...

To była zarówna dobra wiadomość jak i zła. Raven został wezwany do drugiej tury Dungeona Mastera. Wszystko fajnie pomijając fakt, iż teraz będzie nas pięciu. Właśnie, wtedy przypomniało mi się by zapytać Emi czy powiadomił Penentia o Eve. Gdy tylko pożegnaliśmy się z Ravenem udałem się do Emi i tam zapytałem go o to. Powiedział, iż list dotarł już do niego i nawet dostał odpowiedzieć iż został wykluczony z misji i ludzie stamtąd rozpoczną poszukiwania. Chociaż tyle..
Razem z Elsem w ogrodzie gadaliśmy o czym się dało, aż potem udaliśmy się na arenę pvp. Jedyne miejsce gdzie jestem w swoim żywiole. No powiedzmy... Podobnie jak Elsword trafiałem na takich wojowników, że szkoda gadać. Ciekawe czy tak samo będą walczyć przeciw demonom, bo jak tak to czarno to widzę. Mało tego, po walkach jakaś czarodziejka zaczęła robić mi awantury iż na używkach jadę i wygrywam walki. Nie wiedziałem co jej zrobić, jednak dzięki pomocy przyjaciół, których sobie tu znalazłem szybko udało się ją pozbyć.
Resztę dnia spędziłem u Vapor ucząc się alchemii. Tak, Ekko mnie tym zaraziła i jakoś zaciekawiła mnie ta dziedzina nauki.

Wstałem później niż zwykle i pierwsze, co mnie zaciekawiło to to iż będzie na żywo transmisja z turnieju. Szczęśliwy byłem iż będę mógł zobaczyć jak sobie radzi Raven oraz inni. Razem z dziewczynami usiedliśmy przed wielkim ekranem i patrzeliśmy od początku na wszystko. Ciekawiło mnie tylko, gdzie jest Elsword. Podczas przerw dziewczyny szły po coś do jedzenia i uzupełniały puste naczynia nowymi smakołykami. Gdy już miała przyjść kolej na Ravena, w pałacu pojawił się Ammo. Zaciągnąłem go szybko do salonu i tam wszyscy razem oglądaliśmy jak sobie radzi nasz przyjaciel. Nie było źle, nawet można powiedzieć iż najpłynniej i w pięknym stylu przeszedł Laboratorium Robo. Pomimo tego zajął drugie miejsce. Do wieczora rozmawialiśmy o turnieju, a potem wróciłem do siebie myśląc, co jeszcze mnie tu spotka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz