Gdy tylko znaleźliśmy się w Hamel od razu skierowaliśmy się do świątyni, w której miała się odbyć msza pogrzebowa. Podczas drogi mijaliśmy wielu ludzi, którzy składali kondolencję. Dziwiło mnie to, bo jakoś rodziną nie byliśmy tylko gildia i to na taki krótki czas. Na miejscu spotkaliśmy Ravena, który od razu mi zakomunikował iż chce bym mu to wszystko opowiedział. Przytaknąłem i weszliśmy do środka. Tam, spotkaliśmy rodzinę łuczniczki. Miała siostrzyczkę, góra jakieś 10lat. Aż coś mnie tknęło w środku. Tak samo było kiedyś ze mną i moją siostrą...
Złożyliśmy kondolencję, po czym ja osobiście przeprosiłem iż do tego doszło. Włączył się też Lorien, jednak oni powiedzieli, iż nie mamy się tym tak obciążać, gdyż na polu walki wszystko może się wydarzyć. Chwile potem, mała dziewczynka podeszła do nas i wręczyła po lilii, taką jaką Shakti nosiła spiętą w kucyku i z lekkim uśmiechem powiedziała, iż jej siostra cały czas jest przy nas i pewnie nie chce nas widzieć zadręczających się tym, co się stało, tylko szli naprzód. Może i miała rację, jednak nie zastanawiałem się nad tym, bo msza się rozpoczęła.
Odeszliśmy dalej i od razu Penentio się do nas dowalił. Współczuł nam, po czym dodał iż kilka oddziałów stąd podeśle do obrony Sandrii. Już chciałem mu coś powiedzieć ale Aisha mnie powstrzymała. Gdy odszedł Raven chciał ze mną mówić na osobności.
Poszliśmy do parku, usiedliśmy na ławce i zacząłem mu mówić, co się wydarzyło. Skończywszy dodał iż nie dziwi się, że tak to przeżywam.
-Myślałem nad wycofaniem się z misji. - rzuciłem i spojrzałem na ptaki śpiewające na drzewie.
-Wycofamy się i co dalej? Chcesz by było więcej ofiar? Dobrze wiesz iż jeśli my nie będziemy na polu walki to straty będą ogromne. - po części miał rację, jednak i tak. Nie chce już niczyjej śmierci widzieć, nie bliskich mi ludzi.
-Nie wiem czy damy sobie radę z tym. Jest ciężej jak w Hamel.
-Masz rację, jednak nie możemy się wycofać. Wracam z wami do Sandri i pomyślimy co dalej. - teraz mi się przypomniało o turnieju.
-Które miejsce? - zapytałem zaciekawiony, a on oparł sie o oparcie ławki i westchnął.
-Drugie. - pogratulowałem mu po czym wróciliśmy do reszty, która czekała na nas koło Aranki
W pałacu omawialiśmy obecną sytuację. Kolejnym miejscem odwiedzin jest wioska Calluso. Z Karu trzeba będzie wyjaśnić kilka spraw jak to było z Chieftem. Gdy już to omówiliśmy wróciłem do siebie i tam Śnieżynka od razu wskoczyła na mnie z takim rozpędem, że mnie przewróciła. Spytałem ja czy jest normalna po czym z radością wygodnie usiadła na mnie i powiedziała, że Avalac i reszta znaleźli Eve. Od razu rzuciłem jej mase pytań, a ona tylko powiedziała, że zahibernował się. Z jednej strony spoko, jeden problem mniej z drugiej, wolałem usłyszeć, że jest na złomowisku. Jak już Śnieżynka ze mnie zeszła, wstałem by znowu wylądować na ziemi tyle, że od przodu. Z hukiem weszła Aisha i energicznie otworzyła drzwi, że mnie popchnęło do przodu. Przeprosiła tylko i wygodnie usiadła sobie na fotelu. Spojrzałem na nią zirytowany, po czym z tym wkurzającym czasem, radosnym uśmiechem oznajmiła, iż mam ją gdzieś zabrać. Się jej kurde zachciało łazić czy kto wie, czego ona chce. Wstałem, doprowadziłem się do porządku i powiedziałem nie. Zaraz potem zaczęła mi wytykać błędy, że jej czasu nie poświęcam i inne bajery jakieś.
-Jak coś nie jest po twojemu, to zrobisz wszystko by przekonać drugą osobę.
-Ale to prawda. - rzuciła oburzona i założyła ręce.
-Ja...sne. - położyłem się na łóżku i patrzałem w sufit. - Nie mam ochoty nigdzie łazić. Pogadaj z Reną albo Arą.
-Z nimi dziennie chodzę na zakupy. - to tłumaczy, że nigdy nie ma kasy na nic. - No misiek ładnie proszę. - spojrzałem na nią kątem oka i pokręciłem głową na znak, że nie. - W takim razie idę do siebie, do innego misia się przytulić.
-To idź skoro wolisz rzecz od osoby. - podeszła do mnie i przyłożyła w głowę, po czym odwróciła się i skierowała do drzwi. - Jak chcesz się wyżyć to na czym innym, dobra. - trzymałem się za bolące miejsce i obserwowałem ją.
-Nienawidzę cię!!! - krzyknęła i trzasnęła drzwiami. Tia, cała Aisha i uroki bycia z kimś.
Leżałem jakiś czas, aż zasnąłem i przebudziłem się na wieczór. Nie wiem skąd ani dlaczego ale lewe oko zaczęło mnie strasznie palić. Behlior od razu oznajmił, iż poziom mocy jest za wysoki i trzeba coś z tym zrobić. Świetnie, teraz muszę pilnować siebie by nie stać się psychopatycznym rzeźnikiem podczas walki. Gdy schodziłem na dół, spotkałem Loriena, który dostał wiadomość iż do naszej gildii dołączyło dwóch RS'ów oraz, że Giio zostanie przysłana do Sandri jako zwiadowca i to nie wszystko. Miał ze sobą kartkę i wszystko czytał, a ja jak otumaniony człowiek go słuchałem. Gdy skończył odpowiedziałem 'aha' i zapytałem czy mogę tę kartkę. Oddał mi ją i razem weszliśmy do jadalni. Czasem jak tak patrze na ten stół to mi niedobrze się robi. Dostrzegłem, iż Aisha siedziała razem z tym swoim przytulasiem i jak na złość tuliła się bezczelnie przy mnie po czym pokazała język i się zaśmiała. Wyrzucę go normalnie, wyrzucę i... albo nie, bo będzie się wydzierać na całe miasto. Po kolacji Ara zapytała mnie czy w wolnej chwili pomogę jej podczas treningu. Zgodziłem się, bo i tak większość dnia mam wolnego. Idąc korytarzem, Aisha wskoczyła mi na plecy i zawiesiła ręce na karku, nadal trzymając 'to' w dłoni.
-Weź zabierz go z dala ode mnie, bo go wykopie na próg.
-Oj tam oj tam. - uśmiechnęła się i zeszła ze mnie.
-Już ci przeszło? - spojrzałem na nią zdziwiony.
-Nie. - uśmiech zniknął i łapką misia puknęła mnie w czoło. - Kiedy poświecisz mi trochę czasu co? - założyłem ręce i myślałem, co jej odpowiedzieć.
-Może za trzy miesiące. - już chciała mnie uderzyć przytulasiem, jednak udało mi się go wyrwać z jej ręki i dźwignąłem do góry.
-Oddaj!
-To sobie go weź. - akurat to jest jedyna rzecz co mnie bawi w niej. Jest niskiego wzrostu i z tego idzie czasem podokuczać Skakała i dosięgnąć nie umiała.
-To nie fair! Jesteś wyższy!
-A widzisz trzeba było się odżywiać prawidłowo za dziecka, to byś nie była takim kurduplem. - zirytowana zmierzyła mnie spojrzeniem i niespodziewanie zamachnęła się ręką by mnie uderzyć. W ostatniej chwili złapałem ją za nadgarstek i szarpnąłem do siebie. - Mówiłem ci, że ta ręką nie służy do bicia mnie.
-Takie sprawy załatwiajcie w pokoju młodzi. - już chcieliśmy się pocałować, gdy za plecami usłyszeliśmy głos Ravena. Spojrzeliśmy na niego i Rene, co była obok.
-To ja wole nie wiedzieć, co będzie się działo w twoim. - uśmiechnąłem się wrednie do niego, Aisha zaśmiała, Rena się zarumieniła, a Raven patrzał na mnie z chęcią mordu.
-Mówiłem ci już że...
-Się tylko przyjaźnicie bla bla bla. Jaaaasne. - do góry właśnie wchodziła Ara i Chung zagadani i spojrzeli na nas. - No, to widzę każdy zapewnił sobie mile spędzony wieczór, a może i noc. - na ostatnich słowach spojrzałem na Ravena i Rene. Ta to dopiero była wkurzona, wyglądała jakby zjadła papryczki chili. Zabrałem się z Aishą do pokoju, a im dałem święty spokój.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz