Wieczorem zszedłem na dół na kolacje. W sumie nie wiem po co, jak i tak
nic nie jestem w stanie przełknąć. Przy stole siedziały dziewczyny, nie
było Chunga czyli siedzi w pokoju u siebie. Panowała cisza i ciężka
atmosfera, nikomu teraz nie chciało się rozmawiać czy poprawić humor.
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Aisha co jakiś czas przyglądała się
swoim paznokciom, Ara bawiła się winogronem, a Rena od czasu do czasu
stukała palcem o stół. W końcu zapytała o Chunga, powiedziałem iż pewnie
jest u siebie w pokoju. Od razu wstała i wyszła. Kilka chwil potem
przeprosiłem dziewczyny i sam wyszedłem kierując się do Emirate.
Chciałem, by powiadomił Penentia o zaistniałej sytuacji. Zrobił to, o co
go prosiłem i skierowałem się w drogę powrotną.
Gdy tak wracałem myślałem o tym wszystkim. Dlaczego zawsze to Chunga
spotykają te najgorsze rzeczy? Czym on zawinił... W środku drogi
zawróciłem się i pobiegłem do Aranki. Dzięki biletowi znalazłem się w
Hamel. Udałem się do domu Chunga.
W salonie zobaczyłem Maye. Nic się nie zmieniła za ten czas, poza tym iż
ma na sobie avatara Unicorna. Powiedziałem jej, iż z Lorienem nie jest
dobrze i że jedyną osobą która teraz może mu pomóc jest ona. Była
wystraszona tym wszystkim. Bez chwili zwłoki udaliśmy się z powrotem do
Sandri. Podczas drogi do pałacu zobaczyłem wyprzedaż zwierzaków. Lorien
zawsze sam chodził na misję bez pomocy. Zmienimy to. Udałem się do tego
sklepu i kupiłem mała lisiczkę, podobną do mojej Śnieżynki, jednak bez
demonicznego pochodzenia.
Weszliśmy do pałacu i skierowaliśmy się do pokoju Chunga. Zapukałem i
lekko otwarłem drzwi. Siedział na sofie i z smutnym wyrazem twarzy
spojrzał na mnie, a ja oparłem się o futrynę.
-Wiem, że ci ciężko Lorien, jednak nie możemy wiecznie jej opłakiwać.
-Znałem ją trochę lepiej od ciebie wiesz..
-Pewnie masz racje, jednak i tak nie lubię patrzeć na ciebie w takim stanie, więc dlatego...
- otworzyłem szerzej drzwi i niepewnym krokiem mala lisiczka wychyliła
główkę i spojrzała do środka. Uśmiechnąłem się do niego, a on zszokowany
spojrzał na mnie, a potem na małą. Lisiczka wejrzała na mnie i
zacisnęła łapki na zawiasach drzwi. - On będzie twoim panem. Idź.
- odwróciła głowę w jego kierunku i pobiegła dość szybko do niego i
przytuliła. Po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech i widać było, że
jest aby teraz szczęśliwy. - Nazwij ją odpowiednio.
- odwróciłem się by wyjść. Maya stała cały czas z boku. Kiwnąłem do
niej głową i weszła do pokoju, a ja zamknąłem za nią drzwi. Oby ona coś
poradziła na to.
W swoim pokoju rozmawiałem z Śnieżynką o tym wszystkim. Wtedy zdałem
sobie sprawę, iż muszę napisać specjalny formularz o śmierci członka
gildii. Pustka nadal po niej pozostała i pozostanie jeszcze przez jakiś
czas.
Następnego dnia już ochłonąłem z tym wszystkim, co się wydarzyło. Lorien
też wydaje się pogodził z tym. Emi powiadomił nas iż zabiorą ciało
Shakti do Hamel i tam odbędzie się jutro pogrzeb. Podziękowałem mu i
cała nasza ekipa wyszła do ogrodu i tam usiedliśmy na ławkach, znaczy
dziewczyny usiadły, bo ja i Lorien opieraliśmy się o oparcie. Zaczęły
znowu plotkować o tutejszej modzie o wyglądach innych. Wymieniłem
spojrzenie z Lorienem i wybuchnęliśmy śmiechem. Te od razu do nas z
czego się śmiejemy. By wyrwać się nagadaliśmy im, że musimy iść do
kowala i inne takie bajery, które kupiły. Po drodze wspominaliśmy o
Shakti i innych ludziach z gildii. Mieliśmy nadzieję, że jakoś sobie
radzą. W centrum miasta spotkaliśmy Misubi i zapytaliśmy, jak gildia się
ma. Odparła z uśmiechem, iż dobrze sobie radzi i coraz to nowych ludzi
przybywa. Cieszy fakt, że się rozwijamy jakoś. Pożegnaliśmy się i wtedy
przypomnieliśmy sobie o turnieju i Ravenie. No pięknie... W ekspresowym
tempie wróciliśmy do pałacu i szybko włączyliśmy telewizor. Akurat jest
przerwa tam u nich, a my jak po maratonie padnięci usiedliśmy na kanapę i
westchnęliśmy. Reszta dnia spędziliśmy na oglądaniu turnieju,
dyskusjach potem i dzień się skończył.
Na wieczór po kolacji, Zeki przyszła do mnie z tym misiem. No teraz to
sam siebie katuje, że jej go dałem. Zaczepiała mnie i tak jakoś miałem
wrażenie, iż chce sprawdzić czy radzę sobie z tym wszystkim. Gdy już się
jej znudziło, wróciła do siebie albo ja ją pogoniłem, bo musiałem kilka
spraw przemyśleć. Głównie zadaje sobie pytanie czy zrezygnować z tej
misji by już nikt z nas nie cierpiał. Muszę z Raven pogadać, bo on ma
większe doświadczenie ode mnie.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz