piątek, 15 lutego 2013

Wpis5

Wieczorem zszedłem na dół na kolacje. W sumie nie wiem po co, jak i tak nic nie jestem w stanie przełknąć. Przy stole siedziały dziewczyny, nie było Chunga czyli siedzi w pokoju u siebie. Panowała cisza i ciężka atmosfera, nikomu teraz nie chciało się rozmawiać czy poprawić humor. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Aisha co jakiś czas przyglądała się swoim paznokciom, Ara bawiła się winogronem, a Rena od czasu do czasu stukała palcem o stół. W końcu zapytała o Chunga, powiedziałem iż pewnie jest u siebie w pokoju. Od razu wstała i wyszła. Kilka chwil potem przeprosiłem dziewczyny i sam wyszedłem kierując się do Emirate. Chciałem, by powiadomił Penentia o zaistniałej sytuacji. Zrobił to, o co go prosiłem i skierowałem się w drogę powrotną.

Gdy tak wracałem myślałem o tym wszystkim. Dlaczego zawsze to Chunga spotykają te najgorsze rzeczy? Czym on zawinił... W środku drogi zawróciłem się i pobiegłem do Aranki. Dzięki biletowi znalazłem się w Hamel. Udałem się do domu Chunga.
W salonie zobaczyłem Maye. Nic się nie zmieniła za ten czas, poza tym iż ma na sobie avatara Unicorna. Powiedziałem jej, iż z Lorienem nie jest dobrze i że jedyną osobą która teraz może mu pomóc jest ona. Była wystraszona tym wszystkim. Bez chwili zwłoki udaliśmy się z powrotem do Sandri. Podczas drogi do pałacu zobaczyłem wyprzedaż zwierzaków. Lorien zawsze sam chodził na misję bez pomocy. Zmienimy to. Udałem się do tego sklepu i kupiłem mała lisiczkę, podobną do mojej Śnieżynki, jednak bez demonicznego pochodzenia.
Weszliśmy do pałacu i skierowaliśmy się do pokoju Chunga. Zapukałem i lekko otwarłem drzwi. Siedział na sofie i z smutnym wyrazem twarzy spojrzał na mnie, a ja oparłem się o futrynę.
-Wiem, że ci ciężko Lorien, jednak nie możemy wiecznie jej opłakiwać.
-Znałem ją trochę lepiej od ciebie wiesz..
-Pewnie masz racje, jednak i tak nie lubię patrzeć na ciebie w takim stanie, więc dlatego... - otworzyłem szerzej drzwi i niepewnym krokiem mala lisiczka wychyliła główkę i spojrzała do środka. Uśmiechnąłem się do niego, a on zszokowany spojrzał na mnie, a potem na małą. Lisiczka wejrzała na mnie i zacisnęła łapki na zawiasach drzwi. - On będzie twoim panem. Idź. - odwróciła głowę w jego kierunku i pobiegła dość szybko do niego i przytuliła. Po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech i widać było, że jest aby teraz szczęśliwy. - Nazwij ją odpowiednio. - odwróciłem się by wyjść. Maya stała cały czas z boku. Kiwnąłem do niej głową i weszła do pokoju, a ja zamknąłem za nią drzwi. Oby ona coś poradziła na to.
W swoim pokoju rozmawiałem z Śnieżynką o tym wszystkim. Wtedy zdałem sobie sprawę, iż muszę napisać specjalny formularz o śmierci członka gildii. Pustka nadal po niej pozostała i pozostanie jeszcze przez jakiś czas.

Następnego dnia już ochłonąłem z tym wszystkim, co się wydarzyło. Lorien też wydaje się pogodził z tym. Emi powiadomił nas iż zabiorą ciało Shakti do Hamel i tam odbędzie się jutro pogrzeb. Podziękowałem mu i cała nasza ekipa wyszła do ogrodu i tam usiedliśmy na ławkach, znaczy dziewczyny usiadły, bo ja i Lorien opieraliśmy się o oparcie. Zaczęły znowu plotkować o tutejszej modzie o wyglądach innych. Wymieniłem spojrzenie z Lorienem i wybuchnęliśmy śmiechem. Te od razu do nas z czego się śmiejemy. By wyrwać się nagadaliśmy im, że musimy iść do kowala i inne takie bajery, które kupiły. Po drodze wspominaliśmy o Shakti i innych ludziach z gildii. Mieliśmy nadzieję, że jakoś sobie radzą. W centrum miasta spotkaliśmy Misubi i zapytaliśmy, jak gildia się ma. Odparła z uśmiechem, iż dobrze sobie radzi i coraz to nowych ludzi przybywa. Cieszy fakt, że się rozwijamy jakoś. Pożegnaliśmy się i wtedy przypomnieliśmy sobie o turnieju i Ravenie. No pięknie... W ekspresowym tempie wróciliśmy do pałacu i szybko włączyliśmy telewizor. Akurat jest przerwa tam u nich, a my jak po maratonie padnięci usiedliśmy na kanapę i westchnęliśmy. Reszta dnia spędziliśmy na oglądaniu turnieju, dyskusjach potem i dzień się skończył.

Na wieczór po kolacji, Zeki przyszła do mnie z tym misiem. No teraz to sam siebie katuje, że jej go dałem. Zaczepiała mnie i tak jakoś miałem wrażenie, iż chce sprawdzić czy radzę sobie z tym wszystkim. Gdy już się jej znudziło, wróciła do siebie albo ja ją pogoniłem, bo musiałem kilka spraw przemyśleć. Głównie zadaje sobie pytanie czy zrezygnować z tej misji by już nikt z nas nie cierpiał. Muszę z Raven pogadać, bo on ma większe doświadczenie ode mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz