wtorek, 12 lutego 2013

Wpis3


Dla nas to był szok, to co się wydarzyło. Najbardziej chyba przeżył to Lorien, który zamarł w bezruchu i patrzył na jej martwe ciało. Chieft zamachnął się drugi raz, by zaatakować Loriena. Spojrzałem na niego i w jednej chwili przepełnił mnie gniew i nienawiść. Demoniczna ręka uniosła się, a ja wyrzuciłem Cornwella w jego stronę. Ręka zniknęła, a ja zwróciłem się do niego. Spojrzeliśmy na siebie i po chwili wyczułem strach w jego oczach. Szybko ruszyłem w niego i przebiłem przez niego Cornwellami. Potem odskoczyłem do tyłu i rzuciłem Maela. Następnie utworzyłem symbol Cornwella i przywołałem w powietrzu osiem mieczy, które jednym ruchem ręki w dół skierowały się do celu. Behlior rzucił mi w między czasie, iż to co go kontroluje, to wisiorek co ma. Odwrócił się w moją stronę, a ja skoczyłem w jego stronę i zniszczyłem wisiorek po czym czekałem, co się wydarzy. Przez jakiś czas stał w miejscu, a potem odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie, potem rozejrzał się po miejscu. Teraz widać było, że to on. Jego wzrok zatrzymał się na Lorienie, który trzymał w swoich ramionach Shakti. Podszedł tam do nich, a ja za nim na wszelki wypadek. Kucnął przy nich i łagodnym ruchem ręki pogłaskał ją po głowie, po czym powiedział przepraszam i wycofał. Odszedł kawałek dalej od nich, po czym zapytał mnie czy mogę mu opowiedzieć, co się wydarzyło. Powiedziałem mu o całej akcji z atakiem na Sandrie i o walce tutaj z nim. Dostrzegłem, iż bardzo wini siebie za to, co się wydarzyło. Nie potrafił pogodzić się z tym, że uśmiercił naszą towarzyszkę. Dowiedziałem się również, o całej sprawie z górami Paguro, ich pierwotnego domu. Wioska Calluso broni tego miejsca i nikt nie ma tam wstępu, ze względu na uśpionego tam lorda Behemotha. To wiele wyjaśnia, całe zajście, spiski Karis. Jeszcze raz nas przeprosił za wszystko i zniknął w swoim domu.

Behlior wrócił do siebie i cała mroczna moc mnie opuściła. Spojrzałem na Aishe, która zajmowała się Arą, która dochodziła do siebie, Rene, która rozmawiała o czymś z CN'ką, a potem na Chunga, który opłakiwał śmierć Shakti. Gdy tak patrzałem na nich łza z oka mi poleciała. To nie była zwykła GA, ona była członkiem naszej gildii. Może i od niedawna i nie miałem zbytnio czasu by ją lepiej poznać, to jednak śmierć kogoś z gildi,bliskiego jest nie do zniesienia. Szarpały mną przeróżne uczucia. Usiadłem na schodach i starałem jakoś się z tym wszystkim, co się wydarzyło pogodzić... na próżno. Z czasem podeszła do mnie Zeki i położyła rękę na ramieniu.
-Elsword, nie jesteśmy w stanie wszystkich obronić.
-Wiem, ale... - spojrzałem na nią. - Mogliśmy tego uniknąć.
Ona też przeżywała śmierć łuczniczki. Koniec końców podeszliśmy wszyscy do nich i Aisha prze teleportowała nas do pałacu.
Tam przywitał nas Emi wraz z Vapor. Na początku współczuli nam, to co się stało. Lorien odrzekł, iż zabierze ją do kostnicy. Patrzałem tylko jak odchodzi, odchodzi z naszą byłą towarzyszką. Nie mogąc znieść tego wszystkiego, emocji, które w sobie tłumiłem skierowałem się bez słowa do swojego pokoju by tam w ciszy i spokoju opłakiwać jej śmierć.

1 komentarz: