wtorek, 12 lutego 2013

Wpis2

Wieczorem wróciliśmy do Sandri. Gdy Emirate zobaczył w jakim jesteśmy stanie zaniepokoił się i zaprowadził nas do Vapor. Początkowo zrobiła awanturę, że się do niej dobijamy ale później, ze względu na nas wpuściła do środka. Zaprowadziła nas do jakiegoś pomieszczenia pełen łóżek, choćby w szpitalu. Kazała nam usiąść i powiedzieć, co się wydarzyło. Za ten czas robiła jakieś mikstury. Gdy jej to wszystko powiedzieliśmy rozdała nam po szklance tego płynu i kazała wypić. Uprzedzała, że w smaku dobre nie jest i miała racje. Wiele rzeczy już piłem ale to jest ohydne. Usiadła na krześle i zaczęła mówić o Chieftain'ie, o jego mocy i sposobie walki. Gdy tak ją słuchałem to dziękowałem Stworzycielowi, że tam nie poszliśmy. Gość jest mocny, skoro potrafi wysysać ludzkie życia. Raz ktoś wpadnie to ma śmierć gwarantowaną, nie dziwię się, że nikt z nimi nie zadziera. Podczas opowiadania panny alchemiczki zauważyłem, iż Chung był strasznie skupiony i było widać jak myśli nad czymś. Pod koniec omawiania postaci Chiefa dorzuciła, iż jego miejsce pobytu jest otoczone skażoną wodą, która odbiera energię, a nawet jak się w niej za długo będzie stać to ginie na miejscu. Nie brzmi to ciekawie. Jak mamy się do niego zbliżyć w takim razie? To jest pokręcone. Wtedy Chung zaczął dokładniej wypytywać Vapor o różne szczegóły. Patrzeliśmy na niego jakby nie był sobą. Zapytałem go, po co się pyta o to wszystko. Odpowiedział z uśmiechem, iż jak mamy się przygotować to potrzebna jest strategia, a żeby mieć strategię trzeba znać wszystkie szczegóły. Nie pytałem już o nic tylko wróciłem do pałacu wraz z dziewczynami, a Lorien wraz z Vapor dyskutowali jeszcze o klanie Trock.
Podczas drogi myśleliśmy czy aby nie powiadomić Ravena czy Penentia by kogoś dał nam do pomocy, bo sami nie damy rady pokonać wroga. Byliśmy w kropce i nie podobało mi się to. Przez chwilę przeszła mi myśl o moich demonach, jednak szybko odrzuciłem ten pomysł bo by prawda wyszła na jaw.
Była późna godzina. Leżałem w łóżku i rozmyślałem nad kilkoma sprawami, a dokładniej o Behliorze, Anudran i Chieftie. Nie sądziłem, iż spawy tu będą tak skomplikowane oraz trudne. Demony nie są tu takie słabe jak te z Hamel, tu jest zupełnie inna liga. Coś czuję iż ciężko będzie walczyć, ciężej niż zwykle. Ciekawiło mnie dlaczego Karis zależało na kłótni pomiędzy tymi dwoma klanami, jakie ona ma plany i czy jest związana z Ranem w jakiś sposób. Priorytetem jest odnaleźć Anudran, jeśli to nawalimy to będą kłopoty.

Rano zszedłem na dół i zobaczyłem Chunga siedzącego przy książkach, z kartkami papieru. Zapytałem go, jak mu idzie. Odparł, iż wszystko jest gotowe oraz to, że będą nam towarzyszyć Shakti oraz pewna CN'ka. Spojrzałem na niego zdziwiony. Wyjaśnił mi wszystko po czym i tak dodałem, że to nie jest dobry pomysł. On zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa walki z Chiftem, jednak innego wyboru nie miał, a sami rady nie damy. Poczekaliśmy na resztę aż przyszła i wtedy Lorien przedstawił cały plan działania. Plan doskonały można by rzecz, zobaczymy jak pójdzie w praktyce.
Cała nasza ekipa dotarła do miejsca, w którym zakończyliśmy nasze zmagania. Pobiegliśmy dalej i już czekała na nas grupa Trocków. Lorien wypuścił Dreada i szliśmy dalej. Uważaliśmy by czasem nie wpaść do rzeki. Nie dość, że woda zatruta, to jest jakieś platformy wiszące. Przeskakiwaliśmy z jednej na drugą. Pierwsza szła Ara, za nią CN'ka, Rena, potem Aisha, ja i Lorien na tyłach. Skacząc platforma za platformą na jednej Rena ujechała. Szybko rzuciłem Harsha, złapałem ją i przyciągnąłem do siebie, jednak ciężar jej ciała i odleglość spowodowały, że sam poleciałem przed siebie. W ostatniej chwili Chung mnie, nas złapał i jak kołki wisieliśmy nad rzeką, jeszcze Rena się na nas wydzierała, bo była w spódniczce... Gdy już Rena i ja byliśmy bezpieczni ruszyliśmy dalej.

W końcu dotarliśmy na miejsce. Chieft stał nad stołem jakimś i się modlił, chyba tak to określę. Zbliżyliśmy się kawałek i Ara pierwsza zapytała go, czemu zaatakował miasto. Odwrócił się do nas i mierzył swoim spojrzeniem. Wtedy dostrzegłem w jego oczach dziwne spojrzenie, jakby to nie on na nas patrzał, tylko osoba trzecia. Chwile później Behlior rzucił iż jest kontrolowany, a zaraz potem Chietf zaatakował nas. Krzyknąłem reszcie, iż on jest kontrolowany przez kogoś. Rzucił się na Arę, która błyskawicznie odskoczyła do tyłu. Lorien przeszedł w tryb Berserka i powiedział, iż czas rozpocząć nasz plan. Zeki użyła Makeupa i atakowała go z każdej strony star ball'ami, Rena i Shakti dobrze się zgadały i nie zaprzestawały go ostrzeliwać. Dodatkowo raz na jakiś czas Shakti go zamroziła, a Rena używała Fatality. Gdy walka już stała się napięta CN'ka użyła Atomic Shileda i zredukowaliśmy jego obrażenia. Ja jak zwykle, przywołałem moce Behliora oraz Phantoma i atakowałem go wszystkim, co miałem. Wraz z Arą zadawaliśmy mu duże obrażenia, tylko czekać aż w końcu padnie. Lorien wspierał nas Fieldem, jednak sam trzymał się z dala i atakował go z dystansu. Wszystko szło dobrze do czasu, gdy Chieft zorientował się, iż największym zagrożeniem są ci, co walczą na odległość. Nie wiadomo skąd nagle demoniczna ręka, prawie taka sama jak ta od Rana, utworzona dzięki magii odepchnęła Chunga i wrzuciła do wody. Zaniepokoiliśmy się tym faktem i zostaliśmy wytrąceni z równowagi. Shakti pobiegła w stronę Loriena. Chietf już chciał ją złapać, jednak Ara szybko wyskoczyła w górę i ruchem włóczni zmusiła go by się wycofał. Zapłaciła potem za to jego uderzeniem i wylądowała na ziemi uderzając głową o skałę tracąc przytomność. Szukałem wzrokiem Aishy, która klęczała na ziemi i starała się wykrzesać jakieś resztki swojej energii. Przeciwnik nie tracąc czasu zaatakował mnie, jednak ja zablokowałem jego atak. Chwile potem CN'ka zaatakowała go Atomic Blasterem. Wykorzystałem okazję i przywołałem Cornwelle, które rozbiły się o niego. Kazałem naszej towarzyszce zająć się nim i pobiegłem w stronę, gdzie Lorien został zaatakowany. Wraz z Shakti klęczeli na platformie. Nie wyglądał za dobrze, jednak zapewniał, iż nic mu nie jest. Tryb Berserka miał wyłączony, więc jednak dobrze z nim nie jest. Kazał nam iść pomóc wykończyć go, bo jeśli teraz pozwaliśmy mu by się do nas dobrał to koniec. Zostawiliśmy go jak chciał i skierowaliśmy się w stronę Chiefta. CN'ka dobrze sobie radziła, gdy tylko włączyliśmy się do walki zaczęliśmy na nowo zyskiwać przewagę. Rena wraz ze mną i nazoidem atakowaliśmy z bliska, natomiast Shakti zasypywała go strzałami z każdej strony. Wtedy to małe coś, co było koło niego powiększyło się i zaatakował, jednak nie zadał nam obrażeń tylko sparaliżował. Cholera, wyssanie życia. Skierował swoją rękę w stronę Shakti i zaczął powoli jej odbierać życie. Próbowaliśmy to przerwać jednak nic nie pomagało. Nawet Aisha ostatkiem sił prze teleportowała się do nas i użyła Spurta. Chwile potem wytworzył wokół siebie tarczę i uniósł się do góry. Żadne ataki na niego nie działały i przywołał kilka potworów, z którymi wcześniej walczyliśmy. Shakti wraz z Aishą nie wyglądały za dobrze. Rena zabrała Aishę do Ary, a Shakti sama odsunęła się na bok. Jeden atak w nią i będzie martwa, nie możemy sobie na to pozwolić. Jak pokonaliśmy przywołane potwory zleciał na dół i zasypywaliśmy go wszystkimi możliwymi atakami. Odepchnął nas wszystkich demoniczną ręką i zamachnął się na Loriena, który ledwo się trzymał. Już kierowaliśmy się do niego, gdy wtedy Shakti wyskoczyła i przyjęła na siebie atak. Nie wiedzieliśmy, co zrobić, co się stało. Wszystko jakby się zatrzymało. Ciało łuczniczki poleciało do tyłu i wylądowało tuż przy Chungu. Dźwignęła lekko rękę do góry, a potem bezwładnie opadła, jak i całe ciało leżało w bezruchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz