Zanim zszedłem na dół, na śniadanie, zabrałem się za czytanie kartki, z wczoraj od Loriena. Więc tak:
-gildia liczy ponad sześćdziesiąt ludzi;
-nikt nie skarży się na nas;
-nowo przyjęci ludzie to głównie CN'ki, RS'y, SD, GA i EM'ki;
-kilka ludzi zostanie przysłanych do Sandri jako zwiadowcy lub patrole.
Ogólnie jest super, pomijając fakt, że mam tylko ich imiona i nic
więcej. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się na dół. Wszyscy byli
strasznie zagadani, więc przywitałem się tylko i słuchałem, o czym tak
dyskutowali. Głównie temat obracał się wokół nowego setu avatar Gold
Falcon i dzisiejszej wyprawie do wioski Calluso. W przerwie wymiany
zdań, Lorien zapytał mnie czy będę kupować nowy secik. Kiwnąłem tylko
głową i zaznaczyłem, że tylko wtedy, gdy mi przypadnie do gustu, bo
wyglądać jak ostatni kretyn nie mam zamiaru. Załamałem się, gdy
widziałem Ibelluena. Normalnie set dla idiotów i co gorsza, niektórzy
chodzą w nim. Nie wiem wtedy czy się śmiać czy zwymiotować. Aisha
powiedziała, że z jej tajnych źródeł informacji (tia, ciekawe jakich)
jutro powinny pokazać się pierwsze sesje zdjęciowe jak ten set wygląda.
Wyruszyliśmy w stronę wioski Calluso. Naszym zadaniem jest sprowadzić
Karu do Sandri, bo Emi i Vapor chcą z nim pomówić. Zabrałem Śnieżynkę ze
sobą, tak samo jak Lorien swoją Lorienkę. Nie no oryginalna nazwa. Gdy
go pytałem o to oburzony mówił, iż to pomysł Mayi. Idąc w upale, przez
tę pustynie zastanawiałem się czy będziemy mieli siły walczyć tam, bo na
pewno od tak nas do niego jego ludzie nie puszczą. Staliśmy dokładnie
pod miastem. Chyba wcześniej nie pisałem, ale ta wioska znajduję się w
powietrzu i jest utrzymywana przez siłę El. Dzięki magii Aishy
dostaliśmy się na górę. Wioska na prawdę wygląda pięknie, pełno zieleni i
domy wybudowane grupkami. Idąc dalej spotkaliśmy wojowników stąd. Na
nasze nieszczęście to byli ludzie. Osobiście nigdy człowieka nie
zabiłem, tylko demony czy mroczne elfy. Rena chciała nawiązać z nimi
kontakt jakiś, jednak szybko dali nam do zrozumienia, iż pokojowo
dogadać się z nimi nie da.
-Dobra skoro tak stawiają sprawę to nie mamy wyboru. - dałem znak Lorienowi, iż może robić swoje czyli Dread poszedł w ruch. Od razu padli na ziemię i kulili się z bólu.
-Elsword! Lorien! Odbiło wam? To są ludzie! - krzyknęła do nas Aisha i widać w jej oczach było przerażenie i zdenerwowanie.
-No i? Sama widziałaś. Pierwsi nas zaatakowali, a ja skóry im dawać nie będę.
-To co, zabijesz ich?
-Tak, jeśli będę do tego zmuszony. - już chciała podejść do mnie i uderzyć, jednak Rena ją zatrzymała i mówiła jej, iż mam rację. Ta oczywiście się sprzeciwiała.
-Rena daj spokój, jej nie przemówisz. Jest zbyt łagodna i
nigdy nie odważy się zaatakować w pełni swoją magią człowieka, nawet
jeśli będzie zależeć od tego jej czy kogoś innego życie. -
Raven poszedł przed siebie wyciągając miecz, Lorien załadował amunicję i
powiedział, iż razem z Ravenem pójdą pierwsi. Kiwnąłem głową i udali
się przed siebie. Zaraz potem Ara podeszła do mnie.
-Ruszamy? - zapytała niepewnie i spojrzała na mnie, a potem na Rene i Zeki.
-Ta. - odparłem i spojrzałem na dziewczyny. Zmierzyłem Zeki chłodnym spojrzeniem i razem z Arą pobiegliśmy za chłopakami.
-Naprawdę odważysz się zabić człowieka?
-To się okaże czy będę do tego zmuszony.
Przemierzając przez wioskę trafialiśmy na różnych wojowników. Wietrzne
bestie, wojownicy z tarczami lub samymi włóczniami, jakieś ninja, czy
kimkolwiek oni byli, zabójcy i magowie przywołujących wietrzne motyle.
Podczas walk z nimi denerwowali mnie magowie i inni, którzy siła wiatru
przyciągali, odciągali nas i nasze ataki. Każdy walczył wszystkim co
miał, aż w końcu dotarliśmy do Karu. Na szczęście nie byliśmy zmuszeni
do zabijania. Jakoś mnie ten fakt cieszył.
Podczas walki z Karu musieliśmy się nieźle nagimnastykować, by go trafić
i unikać jego ataków. Był świetnym wojownikiem, który posługuję się
mieczem i magią. Podczas walki z nim, Ara starała się mu wytłumaczyć
wszystko, jednak ten nie chciał słuchać. Upierał się, iż on ma rację. Z
takimi ciężko się dogadać. W końcu udało się nam go pokonać.
Powiedziałem mu, iż idzie z nami do Sandri i tam sobie porozmawia z
Emirate. Myślałem, że będzie się sprzeciwiać, jednak do tego nie doszło i
na spokojnie wróciliśmy do dziewczyn. Kazałem Aishy użyć magi, by nas
zabrała na dół, a ona odpowiedziała 'nie'. Podszedłem do niej i złapałem
za jej ramię na tyle mocno, że jęknęła cicho z bólu i szepnąłem jej do
ucha, że ma nie odwalać cyrków tylko robiła co każe, bo mam dość jej
zachowania. Tłumiła w sobie złość, jednak ze względu, iż są tu inni
użyła magi teleportacyjnej od razu do miasta. Poszliśmy do Emirate i tam
sobie obydwoje dyskutowali. Niezapomniana chwila, to mina Karu gdy
dowiedział się, co Karis uknuła i zrobiła. Zaraz potem nas przeprosił i
zapewnił, iż jeśli będziemy potrzebować pomocy to nam jej udzielą. Z
czasem wrócił do wioski, a każdy z nas skierował się gdzie indziej.
Zeki chciała wejść do swojego pokoju, jednak ja wcześniej chwyciłem ją
za rękę i powiedziałem, iż musimy porozmawiać. Odpysknęła tylko, że nie
ma ochoty na rozmowę, więc siłą ją zabrałem i wepchnąłem do swojego
pokoju i zamknąłem.
-Co ty odwalasz dzisiaj, co? - założyłem ręce i oparłem się o drzwi.
-Jesteś mordercą! Zabiłeś dziś niewinnych ludzi! - wykrzyczała wściekła i patrzała na mnie z nienawiścią.
-Dobrze wiedzieć, bo jakoś nie przypominam sobie bym zabijał dziś kogokolwiek.
-Jasne. Jesteś zdolny do wszystkiego!
-To idź i zapytaj się tych co byli na polu walki czy kogoś
zabiłem. Jestem ciekaw, co zrobisz jak powiedzą ci jak przebiegała
walka. - otworzyłem drzwi na oścież, a ona szybkim krokiem z niego wyszła.
Popołudnie spędziłem z Arą na arenie treningowej. Przyjemnie minął ten
czas i przećwiczyliśmy nasze zdolności. W przerwach rozmawialiśmy o
naszych specjalnych umiejętnościach. Wracając do pałacu natknąłem się na
grupkę ludzi, z których rozpoznałem Giio, a reszty nie kojarzyłem.
Podszedłem do nich i przywitałem się z łuczniczką. Z uśmiechem mnie
przywitała i powiedziała, że to są nowi ludzie od nas i przyszli na
misję. Każdy po kolei się przedstawił i teraz mogłem jakoś ich odróżnić i
po kojarzyć, kto jest kim. Sympatyczna grupka ludzi, mam nadzieję, iż
nie nawalą podczas misji. Pogadaliśmy trochę i wróciłem do pałacu.
Na dziedzińcu Lorien i Ara bawili się razem z Lorienką i Śnieżynką. To
mnie zdziwiło, co ona tam robi. Podszedłem do nich i Wyrocznia od razu
podbiegła do mnie i rzuciła w ramiona. Chung i Ara uśmiechnęli się i
pogadaliśmy o naszych zwierzakach trochę, a potem poszliśmy na kolację.
Aisha o czymś dyskutowała z Ravenem. No tak, racja miała się
doinformować. Gdy usiedliśmy, Aisha podeszła do mnie i szepnęła
przepraszam, a ja jej odpowiedziałem, iż na moje wybaczenie musi sobie
zasłużyć. Uderzyła lekko w ramię i usiadła obok mnie. Po kolacji, razem z
Zeki i Śnieżynką wróciliśmy do pokoju. Od razu się do mnie przytuliła i
znowu przeprosiła za jej odpały wcześniej. Wyjaśniłem jej kilka spraw i
do późnej godziny zajmowałem się nią.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz