W nocy Sandria została zaatakowana. Wraz z przyjaciółmi szybko ruszyliśmy wytępić zamachowców, a następnie Emi wtajemniczył nas w sprawy polityczne. Potem przydzielił nam misję i tak rano wyruszyliśmy do jaskiń, gdzie mieszka klan Trock. Szybko pokonywaliśmy stawiany nam opór, aż do momentu, gdy na naszej drodze pojawił się duży pies czy cokolwiek to było. Rozbiegliśmy się i kazałem im atakować z wszystkich stron. Jak już go pokonaliśmy musieliśmy trochę odpocząć, bo padaliśmy z wyczerpania. Oczywiście Aisha marudziła, jak zwykle. Podczas dalszej drogi zostaliśmy niespodziewani zaatakowani i po pokonaniu wroga musieliśmy wrócić do miasta.
Emirate zaprowadził nas do Vapor i tam odpoczywaliśmy, a przy okazji słuchaliśmy jak alchemiczka opowiada o Chieftainie. Skupiłem się bardzo, gdy zaczęła mówić o jego stylu walki. Wypytywałem ją o najmniejsze szczegóły. Zdziwiona odpowiadała mi na wszystkie pytania. Skoro mamy z nim walczyć to potrzeba nam strategi, a w tym jestem dobry. Przynajmniej będę mógł zrobić coś więcej podczas walki...
Z samego rana kończyłem plan, który wczoraj opracowałem z Vapor. Z czasem przyszedł Elsword i zaczął o to pytać. Wyjaśniłem mu ogólnie wszystko i powiedziałem, iż Shakti oraz pewna nazoidka CN'ka idą z nami. Nie podobało mu się to, mi też w sumie ale innego sposobu nie ma. Jeśli go nie pokonamy to będzie wojna. Gdyby tylko Raven i Eve byli z nami... Gdy doszła reszta naszej grupy wyjaśniłem im co i jak, a następnie udaliśmy się do Chiefta.
Na sam początek przywitało nas kilka Trocków, których pozbyłem się Dreadem, a potem szliśmy do naszego głównego celu. Podczas skakania z platform wydarzył się mały wypadek i Rena nieźle na nas nawrzeszczała. Nasza wina, że tak się ubiera?
Dotarliśmy do naszego przeciwnika. Najpierw próbowaliśmy załatwić sprawę pokojowo, jednak Chieft nie był za tym i nas zaatakował. Wtedy rozpoczęliśmy strategię, którą opracowałem. Przeszedłem w tryb Berserka. Głównie atakowałem go z daleka, od czasu do czasu podbiegałem bliżej i wspierałem przyjaciół Fieldem oraz Markerem nałożonego na wroga. Stałem z tyłu i atakowałem z drugiej pozycji siege mode. Wszystko szło dobrze, jednak nie zakończyło się jak planowałem. Chieft zaatakował mnie demoniczną ręką i wleciałem do rzeki. Jak najszybciej starałem się z niej wygramolić, jednak jak już znalazłem się na powierzchni bezpieczny, nie miałem Berserka, a sam ledwo żyłem. Faktycznie ta rzeka odbiera energię życiowa i to w zabójczym tempie. Była przy mnie Shakti i starała się jakoś pomóc, dostrzegłem z jej strony troskę. Chwile potem podbiegł Elsword i pytał czy wszystko w porządku. Mówiłem, że tak jednak nadal się oni upierali na swoim. Prosiłem ich by wrócili do walki, bo jak teraz damy mu zyskać przewagę to nas wszystkich pozabija. Niechętnie Shakti mnie opuściła i włączyła się do walki. Z ledwością ładowałem moją broń. Traciłem powoli siły na wszystko. Jedyne, co mogłem robić to obserwować przebieg walki. Na naszą niekorzyść szaman zaatakował swoim atakiem odbierania życia i wybrał łuczniczkę z naszej gildii. Jeśli ona teraz choćby raz dostanie to będzie jej koniec. Wycofała się na bok w bezpieczne miejsce. Z minuty na minutę byłem coraz bardziej wyczerpany. Całe ciało przeszywały dreszcze. Dostrzegłem iż Chieft kieruje w moją stronę swój atak. Nawet jakbym chciał go uniknąć to na nic, nie miałem władzy nad ciałem. Teraz to patrzałem śmierci prosto w oczy, jednak... nie swojej.
Nie wiem jak do tego doszło, dlaczego to się wydarzyło. Shakti przyjęła na siebie atak, który odepchnął ją prosto w moim kierunku. Wtedy jakby wróciła mi trzeźwość umysłu. Leżała obok mnie, a ja zamarłem w bezruchu skupiając swój wzrok na niej. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Ostatkiem sił powiedziała, iż jest szczęśliwa, że mnie poznała, że doszła do naszej gildii oraz to, że nie mogę zginąć. Dźwignęła lekko rękę do góry, a potem opadła na ziemię, a ona sama zamknęła oczy i jej ciało leżało... martwe. Przez długi czas nie mogłem przyjąć do wiadomości, iż ona nie żyje, że poświęciła siebie by mnie ratować. Wróciły wspomnienia, gdy ją pierwszy raz poznałem i spotkałem kilka razy i rozmawiałem. Zawsze wesoła i radosna, nawet gdy umierała, za mnie, osobę co nawet dobrze nie znała. Zbliżyłem się do niej i drżącymi rękami wziąłem ją w swoje ramiona i przytuliłem do siebie. Łzy same po prostu leciały mi po twarzy. To chyba najgorsze chwile w moim życiu.
Z czasem podszedł do nas szaman, a za nim stał Elsword. Chieft skierował swoją dłoń w jej kierunku i pogłaskał po głowie, po czym powiedział przepraszam. Bolała mnie ta cała sytuacja. Pomimo, iż to on ją zabił, to jakoś nie czułem gniewu do niego, tylko do osoby co go kontrolowała. Zabije tę osobę lub kimkolwiek jest, za to co zrobiła.
Gdy tylko Aisha zebrała dość energii wróciliśmy do pałacu. Tam podeszli do nas Emi i Vapor, którzy zamarli gdy ujrzeli mnie, trzymającą Shakti na rękach. Mówili coś, jednak ja nie skupiałem na to swojej uwagi. Odparłem tylko, iż zabieram jej ciało do kostnicy i odszedłem od nich. Na miejscu, gdy odłożyłem jej ciało, po raz ostatni się jej przyglądałem, a potem rozpłakałem się tam i siedziałem tam przez jakiś czas.
Wieczorem wróciłem do swojego pokoju i tam leżałem w łóżku rozdarty od wewnątrz. Po jakimś czasie przyszła do mnie Rena i jak troskliwa matka, starała się mi pomóc z zaistniała sytuacją.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz