sobota, 16 listopada 2013

Rozdział XX Witaj mój nowy domie. Crayon Pop i ich nowy występ. Turniej plażowy. Zmiana uzbrojenia i Henira. Czas na zabawy w nocnego królika i tajnych agentów.

 Idąc do zamku, Wyrocznia nie była zbytnio zadowolona. Zapytałem ją co ją trapi. Opowiedziała mi o swoich zmartwieniach odnośnie mojej zmiany. Bała się, że całkowicie odwrócę się od ludzkości. Zapewniałem ją, że do tego nie dojdzie. Z czasem dotarliśmy do mojego nowego domu. Wszedłem do środka i strażnicy stąd powitali mnie. Udaliśmy się do Avalaca. Jak widać pod jego władzą wszystko tu działa jak należy. Jestem ciekaw jego i Issy reakcji. Zapukałem do jego dormitorium i gdy usłyszałem pozwolenie wejścia, pchnąłem drzwi przed siebie. Przywitałem się z nim i skierowałem się do niego. Był w szoku. Nie sądził, że kiedykolwiek zobaczy mnie w takiej postaci. Zapytał mnie co się stało. Usiadłem na fotelu i opowiedziałem wszystko. Nadal nie mógł uwierzyć, że posunąłem się do tak drastycznego kroku. Chwile potem pojawiła się jego siostra. Zamarła gdy mnie ujrzała. Wstałem i podszedłem do niej. Nic się nie zmieniła przez ten czas. Uśmiechnąłem się do niej, a ona przytuliła się do mnie. Śnieżynka o mało co z siebie nie wyszła. Issa zapytała mnie co tu robię i dlaczego jestem tak bardzo podobny do demona. Odpowiedziałem jej by pogadała o tym z Avalackiem, bo mu wszystko wyjaśniłem. 

Wraz z Śnieżynką udaliśmy się do mojego nowego pokoju. Był zrobiony w stylu barokowym. Przepych na każdym kroku. Łoże, bo łóżka tego nazwać nie mogę, pokryte było złoto - białą pościelą. Wszystko było w takich odcieniach. Zero czerni i szarości. Zastanawiałem się przez chwile, czy aby dobrze trafiłem. Wszystkie meble były wykonane z drzewa dębowego. Filary, które podtrzymywały sklepienie były zrobione z białego marmuru z złotymi elementami. Okna duże, od ziemi do sufitu. W sumie oknem tego nazwać też nie szło, bo bardziej przypominały szklane drzwi do wyjścia na balkon. Zasłony złote, firany na wzór wachlarza, do połowy zakrywały 'okna'. Śnieżynka zadowolona usiadła na fotelu i rozglądała się po pomieszczeniu. Była lekko oczarowana tym miejscem. Ja skierowałem się dalej. Po obydwu stronach łoża były drzwi. Te po lewej prowadziło do łazienki, a te po prawej było jakby schowkiem. Właśnie, będę musiał wrócić do świata ludzi po moje ubrania i wierzchowce. Postanowiłem się tym zająć jak tylko odpocznę.

Gdy wstałem na zewnątrz świeciło słońce. Nie wiedziałem, jak tu czas płynie. Ubrałem się, ogarnąłem i otworzyłem drzwi. Za nimi stał jeden z strażników i powiedział, że zaprowadzi mnie do jadalni. No tak, będę musiał nauczyć się topografii tego miejsca. Po przejściu kilku korytarzy dotarliśmy na miejsce. Trzeba przyznać, że tu czuje się jakbym był na jakiejś uroczystości, a nie zwykłym śniadaniu. Przy stole siedziała Śnieżynka. O potrawach tu przyrządzonych rozpisywać się nie będę, bo sam dokładnie nie wiem co to jest, ale smakuje dobrze. Razem z Śnieżynką wyszliśmy na zewnątrz, do ogrodu. Był zrobiony w styl angielskim. Zapytałem moją Wyrocznie jak czas tu płynie. Odparła, że biegnie tak samo jak w świecie ludzi. Czyli jeśli teraz dochodzi jedenasta to u nich też. Zapytałem ją, czy pójdzie ze mną zabrać rzeczy, które tam zostawiłem. Zapytała, dlaczego o tej porze. Odpowiedź była prosta. O tej porze nikogo prawie nie ma w zamku, więc łatwo będzie wejść i wyjść niezauważonym. Nie była do końca pewna. W takim razie sam się tam udam. Wróciłem do pokoju i otwarłem portal do świata ludzi. Wybrałem dokładne miejsce, czyli mój pokój.

Wszystko w nim było takie same jak wyruszyliśmy. Otworzyłem szafki, zabrałem swoje ubrania, zbroje, miecze, sfery, eliksiry i inne śmieci. Poszukałem torby i do niej wszystko wadziłem. Powiedzmy, że się zmieściło. Wyjrzałem przez okno i rozejrzałem się. Miasto wygląda na spokojne i w pobliżu nikt się nie kręci. Otworzyłem drzwi i skierowałem się na dół. Pobiegłem w kierunku miejsca, w którym czekały na mnie moje wierzchowce. Na mój widok Coco zaczął piszczeć, a Hameling radośnie podbiegł do mnie. Pogłaskałem po pyskach obydwa moje wierzchowce. Na Coco zarzuciłem cały bagaż i otwarłem portal do mojego nowego pokoju. Kazałem przejść wierzchowcowi przez to. Początkowo się bał, jednak potem poszedł przed siebie. Teraz Hameling. Już mieliśmy wchodzić, gdy portal się zamknął. Co jest cholera?! Gdy portal znikł, za nim ujrzałem strażników z pałacu. Pytali mnie kim jestem i co tu robię. Było za dobrze. Wsiadłem na Hamelinga i wzbiliśmy się w powietrze. Kazałem mu polecieć przed siebie, w bezpieczne miejsce. Oczywiście cała ta akcja była zbyt głośna i już dostrzegłem z góry jak w kierunku zamku biegnie Aisha, Ara, Elesis i kilkunastu strażników Sander. Kazałem Hamusiowi zrzucić na nich deszcz lodu i odlecieliśmy poza mury pałacu. Jeśli dłużej będę uciekać to nie będę miał czasu otworzyć portalu. Wylądowaliśmy na obrzeżach Sander i szybko chciałem utworzyć portal. Nie chciał się pojawić. O co tu chodzi? Wtedy Bethrezen powiedział, że prawdopodobnie miasto otacza jakaś bariera, która nie pozwala tworzyć drzwi wymiarowych. No to wpadka. Pobiegliśmy dalej i już słyszałem jak za nami biegnie całe wojsko Sander. Co raz bliżej mnie znajdowali się moi przyjaciele. Nie mogę dać się złapać, nie teraz. Gwałtownie odwróciliśmy się z Hamelingiem i zaatakował je podmuchem lodu, a potem deszczem lodowym. Udało się nam w końcu wydostać z miasta i gdy tylko zeskoczyłem z wierzchowca zostałem zaatakowany przez magów z Sander. Rozpostarłem skrzydła i odbiłem ich ataki. Skierowałem w ich stronę kilka Cornwelli i zająłem się otwarciem portalu. Hameling przez ten czas mnie chronił i gdy tylko portal został utworzony przebiegliśmy przez nie i szybko je zamknąłem. Mało brakowało. Wypakowałem swoje rzeczy do schowka i kazałem służbie stąd znaleźć dogodne miejsce dla moich wierzchowców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz