niedziela, 3 listopada 2013

Wpis2 Oczami Chunga

Razem z Sashą weszliśmy do Świątyni Wyzwań. Panowała tu mroczna atmosfera. Na pierwszych podestach już widziałem czatujące demony. Sasha nałożyła na mnie ochronną tarczę i oznajmiła, że będzie trzymać się za mną. Zgodziłem się na takie warunki i od razu załadowałem magazynek Destroyera. Ruszyłem na demony i pokonywałem je jedna za drugą. Idąc dalej trafiliśmy na arenę, na której znajdowały się trzy przejścia. Przejście po lewej było otwarte, natomiast pozostałe zamknięte. Sasha powiedziała, ze trzeba po kolei przechodzić próby w danych pokojach i na samym końcu dotrze się do pokoju ostatniego - tego w którym znajduje się mój ojciec. Zdeterminowany, wraz z Mobim i Lorienką ruszyliśmy do pierwszego przejścia. Sasha już nam nie mogła towarzyszyć, bo jest to Świątynia Wyzwań, czyli samemu trzeba zmierzyć się z niebezpieczeństwami tu.

Weszliśmy do pomieszczenia. Prosta droga, po lewej posągi z młotami, a na drodze demony. Szybko się z nimi rozprawiłem i przechodząc przez pole wiedzenia posągu, nagle posąg wziął do ręki młot i skierował go we mnie. Szybko odskoczyłem w bok. Mało brakowało i by nic ze mnie nie zostało. Pozbierałem się szybko i ruszyłem dalej. Tym razem uniknąłem z łatwością drugi atak młotem. Idąc dalej przeszliśmy przy pomocy teleportu na osobną platformę. Na środku stała zbroja jakby oparta o młot. Po chwili jakby ożyła i zaczęła mnie atakować. Szybko zaatakowałem go AS'em i nic z niego nie zostało. Jednak ta umiejętność jest dobra i w jakiś sposób rekompensuje straty z Siege. Otrzymałem dziwną, złotą zbroję i skierowałem się dalej, do wyjścia. Z powrotem trafiliśmy do głównej sali z pomieszczeniami. Teraz ta po lewej była zamknięta, a ta po prawej otwarta. Sasha ucieszyła się na nasz widok i szybko uleczyła nasze rany. Skierowaliśmy się do drugiego pomieszczenia.

Droga prosta jak poprzednio tylko teraz były dziwne podwyższenia fundamentów. Znowu naprzeciwko podwyższenia stał posąg jakiegoś ducha? Nie wiem, jednak przechodząc przez to, z ziemi wydobyło się światło i znikło. Więc tym razem od dołu atakuje? Wszedłem na Mobiego i szybko dotarliśmy do bossa, że tak nazwę. Był to duch czarodzieja jakiegoś. Miał w jednej ręce różdżkę, a w drugiej książkę. Wytworzył jakieś dziwne pole pod sobą i zaczął atakować niebieskimi kulami. Zrobiłem kilka uników i zaatakowałem znowu AS'em. Ten jednak był wytrzymalszy i przeżył to. Oznaczyłem go Assistem i gdy udało mi się załadować magazynek, znowu zaatakowałem AS'em. Gdy zginął na moich plecach pojawiły się niebieskie skrzydła. Takie same, jakie on miał. Wróciliśmy znowu do salonu głównego i została ostatnia komnata. Sasha uzdrowiła nas i powiedziała, że będzie czuwać nad naszym bezpieczeństwem. Ostatnia komnata, która dzieli mnie od ojca. Poszliśmy do niej.

Tutaj było inaczej. Panował spokój i ten jasny niebieski kolor. Takie spokojne miejsce, jednak to były tylko pozory. Z ziemi, z czarnych obłoków dymu zaczęły wychodzić cienie, które były podobiznami moich przyjaciół. Zabijałem je jeden za drugim, ale ich ciągle przybywało. Nawet z Mobim nie dawałem sobie rady. Uciekłem do kata i szybko ładowałem magazynek. Jeśli nie użyje AS, to koniec. W ostatniej chwili udało mi się oznaczyć miejsce ostrzeliwania i tym samym siebie uratowałem. Na broń przyczepiła się jakaś czarna chmura. Nie wiedziałem, po co mi te wszystkie dodatki. Jednak skoro są, to pewnie są po to by mi pomóc. Wszedłem na miejsce do teleportowania i znalazłem się w kolejnym pomieszczeniu. Było podobne do głównego, tyle że na środku stała postać. Po zbroi, pelerynie i broni poznałem, że to mój ojciec. Nie mogłem uwierzyć, że on żyje.

Podszedłem do niego. Odwrócił się w moją stronę. Zapytałem czy mnie poznaje. W odpowiedzi zaatakował mnie działem. Odskoczyłem w bok i aktywowałem tryb Berserka. Czas na powrót do domu ojcze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz