Obudziłem się rano zmęczony. Będę musiał uważać, gdy korzystam z Blade Raina. Śnieżynka zapytała, czy pójdę na spotkanie z Karis. Skoro mnie zaprosiła, to dlaczego miałbym nie przyjść? Zapytałem małej, czy chce mi towarzyszyć. Dźwignęła łapkę do góry i się uśmiechnęła.
Zszedłem na dół i wymknął się, na Hamelingu, w kierunku pobytu Karis. Z tego, co moje demony ustaliły, znajduję się ona w sercu Behemota. Przez chwile zastanawiałem się, czy faktycznie będę zmuszony do wejścia w jego wnętrzności. Bethrezen od razu sprowadził mnie na ziemię i dodał, że to tylko metafora. Po demonach można się wszystkiego spodziewać. Kierowałem się dalej, w stronę góry, w której został uśpiony Behemot x czasu temu. Przelatując przez pustynie nie spotkałem cielska smoka. Ciekawe, gdzie ono się podziało. Wtedy Śnieżynka powiedziała, że prawdopodobnie znajduje się w górze.
Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Było pochmurnie. Hameling był zmęczony. To pierwszy jego tak długi lot. Weszliśmy do góry i tam pozwoliłem mu odpocząć, a sam przygotowywałem się na spotkanie z Karis. Żeby te głupie demony mnie nie zaatakowały, obudziłem swoje demoniczne moce i z zmienionym wyglądem i aurą skierowałem się przed siebie. Pozwoliłem Wyroczni przybrać postać demona i razem kierowaliśmy się wzdłuż drogi. Przed nami stanęła grupka demonów i succubusów. Początkowo chcieli nas zaatakować, jednak potem zorientowali się, że jesteśmy gośćmi ich pani. Przepuścili nas i otwarli nam kolejne drzwi. Za nimi znajdowały się schody, które kierowały się w dół. Zeszliśmy po nich i po drodze, która nie wiem czym była wyłożona, szliśmy dalej. Kolejne drzwi nam otwarli i znowu znaleźliśmy się jakby w podziemiach. Przeszliśmy znowu i niektóre demony szeptały coś między sobą. Gdy tylko spojrzałem na nie od razu milkły i spuszczały głowę.
W końcu dotarliśmy do głównego myślę pomieszczenia. Skąd te przypuszczenia? Pomieszczenie było ogromne, podzielone na trzy rozłożone wzdłuż ścian platform. Na końcu widać było zarys narządu jakiegoś. Zgaduje, że to te całe 'serce', a przed nim znajdowało się coś, co zakrywało się skrzydłami. Coś czuje, że to Karis. Weszliśmy na pole teleportacyjne i znaleźliśmy się na pierwszej platformie. Idąc dalej zaczepiła nas wcześniej poznana Eris - succubus. Stanęła przed nami i się uśmiechnęła.
- Stoisz mi na drodze. - odparłem chłodno.
- Gome - ne~. - Zachichotała i się odsunęła. Gdy tylko ją mijałem, podeszła od tyłu do mnie i się przytuliła. Śnieżynka o mało co nie wyszła z siebie. Chwyciłem za miecz, który miałem u prawego boku i szybkim ruchem wbiłem go w ciało Eris. Od razu się odsunęła i upadła na ziemię. Odwróciłem się do niej i spojrzałem z wyższością.
- Łapy z daleka, niegodziwa uwodzicielko.
Poszliśmy dalej na drugą platformę. Tu nas puścili tak samo jak przy trzeciej. Znaleźliśmy się w końcu u Karis. Podeszliśmy bliżej i wtedy jakby się przebudziła i odsłoniła.
- W końcu przyszedłeś... Elsword. Czekałam na ciebie.
- Oszczędź sobie. - podszedłem bliżej. - Czego ode mnie chcesz?
- A czy to ważne? Chciałam porozmawiać sobie, ot tak. Usiądź proszę. - Przede mną, z ziemi wysunęło się coś. Nie wiedziałem co to jest, ale skoro sama chce bym usiadł niech tak będzie. Śnieżynka stała tuż za mną. - Jej tutaj nie zapraszałam. - syknęła i spojrzała na nią. Zaśmiałem się.
- To w takim razie pójdę, skoro jej obecność ci przeszkadza. - spojrzała wściekle na mnie i po chwili ochłonęła.
- Jesteś pierwszą osobą, którą znam i posiada trzy różne byty w sobie. Cornwell, Bethrezen i ty sam, człowiek. Jesteś wyjątkowy, wiesz?
- Skoro tak uważasz. - rzuciłem i przyglądałem się jej uważnie.
- Ciekawi mnie jak to jest. Opowiesz mi może o tym?
- Czemu rozmawiamy właśnie o mnie, a nie o tobie? Kobietom się ustępuje bez względu na jej formę, czyż nie? - odparłem spokojnie i spojrzałem prosto w jej oczy. Przykuła swoje spojrzenie na mnie i się zaśmiała.
- Skoro chcesz. - Opowiedziała mi wszystko od spraw z Sander.
- Nadal nie rozumiem twojego postępowania. Nic tym nie osiągniesz.
- Osiągnę i to wiele. Będę silniejsza od niego i będę w stanie go pokonać, a potem przejmę władzę.
- Czemu mi o tym mówisz? Jesteśmy wrogami.
- Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. - niech ją cholera.
- Czego ode mnie oczekujesz?
- Wsparcia. To wszystko.
- Wsparcia? - zaśmiałem się i wstałem. - Nie jesteś godna mojej pomocy. Mojej, Cornwella i Bethrezena.
- Czyli, - rozpostarła skrzydła i złapała za swoją broń. - nie pomożesz mi, chłopcze?
- Nie mam zamiaru. Osobiście to... - spojrzałem na ścianę i potem znowu na nią. - Wolę cię zabić, niż współpracować. - dodałem i się wrednie do niej uśmiechnąłem. - Nawet nie wiesz ile zabawy mi dostarcza walka z wami, demonami. Te emocje i adrenalina. Nie do opisania uczucie. Czuje się wtedy wolny.
- Bethrezen dobrze sobie ciebie wytrenował. Masz moje wyrazy szacunku, były władco. - odwróciłem się i skierowałem do wyjścia.
- Niedługo spotkamy się ponownie, ale jako wrogowie. - rzuciłem i machnąłem ręką.
Wróciliśmy z Śnieżynką do Hamelinga, który na nas czekał wypoczęty. Podczas drogi powrotnej dyskutowałem z Wyrocznią i moimi współtowarzyszami o rozmowie z Karis. Bycie w połowie demonem ma swoje plusy.
Gdy wróciliśmy do zamku, zbliżała się godzina dwunasta w nocy. Nie wierze, że cały dzień spędziłem w towarzystwie demonów. Odprowadziłem Hamelinga do jego czterech ścian i skierowałem się do swojego pokoju. Oczywiście Śnieżynka, w swojej kawai postaci tuptała obok mnie. Wskoczyła na klamkę od drzwi i weszliśmy do pokoju. Zamknąłem je i oświeciłem światło. Spojrzałem przed siebie i w moja stronę leciało coś. Nie wiem co, bo nie chciało mi się nad tym myśleć i odskoczyłem w bok. W drzwi wbiła się różdżka, jej różdżka. Spojrzałem w bok i zobaczyłem siedzącą, wściekłą Aishe na sofie. Od razu pytanie gdzie byłem, co robiłem z kim, gdzie, co i jak. Zapytałem się jej, czy to ważne. Jeszcze bardziej się wkurzyła, podeszła do mnie i przyłożyła z liścia. Jak ja dawno nie byłem przez nią bity. Zaczęła wydzierać się po mnie, że jestem debilem, palantem i inne. Na końcu zapytała sama siebie, co robi u boku takiego kretyna jak ja. Dobre pytanie. Gdy tylko dodałem swoje słowa znowu uderzyła mnie i znowu zaczęła się wydzierać. Oparłem się o komodę i spojrzałem na nią.
- Bij ile chcesz, aż ci ulży najlepiej.
- To by cię musieli wywozić, kretynie!
- I co z tego? To mnie wywożą nie ciebie. - podszedłem do niej. - Uderz, Aisha. - Jej spojrzenie i wyraz twarzy. Szarpało nią wiele emocji. Przytuliłem ją do siebie i pogłaskałem po głowie.
- Jesteś głupkiem. - odparła cicho.
- Twoim.
Gdy się uspokoiła wróciła do swojego pokoju, a ja zmęczony położyłem się do łóżka. Karis, mało czasu ci pozostało. Ciekawi mnie, co zrobisz żeby się bronić.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz