Wczesnym rankiem zostaliśmy wszyscy obudzeni. Wojownicy z Sander ustalili położenie Karis. Trzeba przyznać, że nawet szybko się z tym uporali. Mieliśmy natychmiast tam wyruszyć i ją zgładzić. Gdy już mieliśmy wyruszać, Anudran poprosiła nas byśmy uważali na siebie i wrócili cali i zdrowi. Obiecaliśmy jej, że wrócimy i pokonamy Karis.
Gdy dotarliśmy na miejsce od razu ruszyliśmy przed siebie. Dziś już nie jestem gościem, tylko ich wrogiem. Walka na każdym etapie była zacięta. Demony stąd były dużo bardziej wytrzymałe od tych, co wcześniej spotkaliśmy. Idąc dalej, przez długi czas zmagaliśmy się z tymi ohydnymi i irytującymi mackami. To miejsce jest pokręcone. Dotarliśmy do etapu z platformami. Na każdej z nich czekał na nas jeden z lepszych demonów. Na pierwszej platformie był incubus Include. Rena i Raven oznajmili, że zajmą się nim, a my mamy iść dalej. To było szaleństwo. Nie możemy się tu rozdzielać, jednak pod napływem presji i misji udaliśmy się dalej. Na drugiej platformie, zadowolona leciała w naszym kierunku succubus Eris. Elesis i Ara zgodnie odparły, że zajmą się nią, a ja z Aishą mieliśmy iść walczyć z Karis. Nie odpowiadała mi wizja walki Karis wraz z Aishą. Nie chce ją narazić na niebezpieczeństwo. Pomimo wszystkiego udaliśmy się na spotkanie z królową succubusów. Od razu kazałem Aishy trzymać się z daleka i nie narażać zbytnio. Kiwnęła głową i rzuciła kilka zaklęć wspierających.
Zmierzałem w kierunku Karis. Gdy chciałem ją zaatakować, pojawiła się bariera. Więc bezpośredni kontakt z nią jest niemożliwy. Zaśmiała się i dodała, że tylko poprzez zniszczenie jej kopuły z mocą uda mi się ją pokonać. Tylko gdzie ona jest? Rozglądałem się po pomieszczeniu i wtedy dostrzegłem swój cel. Zaatakowałem rzecz kilka razy i wtedy Karis zaczęła atakować swoimi mrocznymi kulami. Po kolejnych unikach i atakach, kopuła została otoczona przez przywołane przez nią demony. Od razu zasięgnąłem pomocy od mocy Bethrezena. Z czasem udało mi się pokonać wszystkie demony i znowu przejść do niszczenia kopuły z jej mocą. Tak niewielka rzecz, a tyle od niej zależy. Walcząc dalej, Karis się śmiała i atakowała na przemian kulami, kosą i nalotem mrocznych kul. Od czasu do czasu przywoływała demony. Było coraz ciężej. Aisha wspierała mnie swoją magią i chciała też walczyć, jednak stanowczo odmówiłem i kazałem jej stać z tyłu i się nie wtrącać. Ta jak zwykle, swoje fochy odwaliła i pomimo że jej zabroniłem włączyła się do walki. Początkowo szło w miarę dobrze, jednak, gdy przyszło do ataku Karis nalotem to już tak ciekawie nie było. Aisha stała na głównym celowniku niemalże. Odepchnąłem ją do tyłu i przyjąłem na siebie cały atak. Poraniony, obolały i bez sił upadłem na ziemię. To nie może się tak skończyć. Aisha chciała mnie uleczyć, jednak demony złapały ją i zabrały różdżkę. Wyrywała się na wszystkie sposoby, jednak uwolnić się nie potrafiła. Co robić... Ostatnia moja nadzieja to moja lewa ręka. Jednak użycie tej mocy przyspieszy moją przemianę. Co robić... Życie przyjaciół i własne, czy poświecenie człowieczeństwa.
- Co jest Elsword. Tylko na tyle cię stać, chłopczyku? - zaśmiała się. - Jak tak dalej pójdzie to twoja kochana czarodziejka zostanie zabita.
- Elsword! Nie słuchaj jej! - krzyczała Aisha, a chwile potem jeden z demonów złapał ją za kark. W tym momencie mnie wkurzył i rzuciłem w niego Cornwella one shot, czyli Piercinga. Od razu demon runął na ziemie, a zaraz po nim drugi. Dookoła mnie pojawił się mrok, nade mną Cornwelle. Z lewej ręki zniknęły znaki, a moje spojrzenie było bardziej wyostrzone niż wcześniej. Dźwignąłem się z ziemi i odwróciłem się w stronę Karis. Patrzała na mnie wściekłym i pełnym nienawiści spojrzeniem,
- To koniec Karis.
Cała mroczna energia, która była zapieczętowany w ramieniu wyszła na zewnątrz i zabijała wszystko co stanęło na jej drodze.
- Nie pozwolę ci wygrać! Rozumiesz!? - Krzyknęła i atakowała wszystkim co umiała. Jednak, wszystkie jej ataki zostały zniwelowane przez mrok, który mnie otaczał. Zniszczyłem kopułę i bariera Karis znikła. Wściekła chwyciła za kosę i wyszła z swojego siedliska. - Nie pozwolę ci wygrać pomazańcu!
Krzyknęła i biegła w moim kierunku. Gdy zaatakowała kosą, zablokowałem ten atak mieczem. Odskoczyła do tyłu. Spojrzałem na swoje lewe ramie. Chyba przekroczyłem granicę. Karis znowu zaatakowała i tym razem atak został zablokowany lewym skrzydłem, które pod wpływem mrocznej energii powstało. Odepchnąłem ją, a ona uniosła się w powietrze.
- Ty... Nie możliwe. - Chwile potem z prawej strony pojawiło się skrzydło. Były koloru czarno pomarańczowego. Mrok, który mnie otaczał nie znikał, wręcz przeciwnie, przyspieszał moją zmianę.
- Co jest Karis. Mowę ci odjęło? - zaśmiałem się i zrzuciłem ją rozcinając błony jej skrzydeł. Powoli kierowałem się w jej kierunku. Spojrzała na mnie wystraszona i wściekła. Z kroku na krok mrok zmieniał wszystko co wcześniej należało do mnie. Miecz Ventusa zmienił się w miecz demonów. Po bokach z rozcięciami i zakończony na szpic. Teraz jest koloru czarno pomarańczowego. Włosy blado niebieskie, zmieniły kolor na czarny z lekkimi przebarwieniami czerwieni. Zbroja Glaciala została zastąpiona inną. Podobnie jak skrzydła i broń. Dominował kolor czarny, z przebarwieniami pomarańczowego. Zbroja pokrywała częściowo tylko klatkę piersiową, całą lewą rękę, natomiast prawa była odsłonięta od przedramienia. Rękawice krótkie, z zakończeniami na wzór pazurów. Spodnie długie, z tyłu był zaczepiony płaszcz. Buty normalne, bez obcasa czy innych bajerów.
- Te oczy. Stałeś się...
- Ta, zostałem tym kim było mi pisane zostać, od kiedy Bethrezen zagościł do mojego ciała. - kucnąłem przed nią i patrzałem na jej żałosną twarz. Uśmiechnęła się.
- Ciekawi mnie, jak przyjaciele zareagują na to kim się stałeś.
- To chyba nie twój problem prawda? - złapałem ją za włosy i odrzuciłem w ścianę. Gdy tylko o nią uderzyła rzuciłem w jej stronę miecz, który wbił ją do ściany. Trzymała się za ranę i pokaszliwała krwią.
- Nieźle Bethrezen, nieźle. Wybrałeś niesamowity okaz... Pozbądź się tego bydlaka... Rana. Za wszystko co zrobił.
- A cóż takiego zrobił? - podszedłem do niej i nachyliłem.
- Wykorzystał... nas wszystkich.
- Gdzie on jest? - zapytałem spokojnie, odgarniając z jej twarzy kosmyk włosów.
- Nie wiem.
- Szkoda. - Westchnąłem i wyciągnąłem miecz z jej ciała. Upadła na ziemię i powoli konała. - Gdybyś się mogła mi do czegoś przydać, to bym oszczędził twoje życie.
- Nigdy... bym nie dała się słuchać.. rozkazom takiego szczeniaka jak... ty.
Wzruszyłem ramionami i spuściłem na nią deszcz Cornwelli. Odwróciłem się i skierowałem do Aishy. Siedziała przerażona na ziemi i wpatrywała się w całą sytuację. Gdy się do niej zbliżyłem, wstała i odsunęła się do tyłu. Chwilę potem zjawili się pozostali przyjaciele, o ile mogę ich tak jeszcze nazywać. Ja patrzałem na nich spokojnym spojrzeniem, a oni jakby ducha zobaczyli.
- Coś ty z sobą zrobił, Elsword? - zapytała załamana Elesis i nie mogła przyjąć do wiadomości kim się stałem. Ara uklękła na kolana i zaczęła płakać. Rena starała się ją pocieszyć.
- Więc jednak to prawda, że jesteś demonem. Nie chciałem w to wierzyć, jednak Penentio miał wtedy rację. Dlaczego to zrobiłeś, Elsword? - zapytał spokojnie Lorien. W głębi serca cieszyłem się, że wrócił. Pewnie pomógł pozostałym w walce. Jednak teraz, straciłem zaufanie - ich wszystkich.
- Dlaczego, pytacie? To był jedyny sposób by wygrać tę walkę.
- Kłamiesz... - rzuciła Aisha, która starała się zachować łzy dla siebie. - Mogłeś wygrać, bez tego co zrobiłeś.
- Jakbyś się nie wtrąciła, to bym nie musiał w żaden sposób ryzykować swoim życiem i człowieczeństwem.
- Nie zwalaj winy na niej! - odparł stanowczo Raven.
- Nie wiesz jak wyglądała walka. Niech ci powie, co zrobiła. Idiotka, jak zawsze. - Rozmawiali między sobą o czymś, jednak za daleko stali bym mógł usłyszeć cokolwiek.
- Co zamierzasz teraz zrobić? - spytała Rena i podeszła bliżej. Wtedy Raven od razu ja odsunął. - Co robisz?!
- Nie wiadomo, czy czasem i nas nie pozabija.
- Raven! - krzyknęła Aisha.
- Jak możesz o takim czymś myśleć! To nasz przyjaciel! - dorzucił Lorien.
- Teraz przyjaciel, jak mu podpadniemy to nas pozabija. - Więc to tak teraz o mnie myślą. Przynajmniej Raven...
- Panie. - Rozpoznałem ten głos. Podbiegła do mnie Wyrocznia w swojej demonicznej formie. Ukłoniła się i spojrzała na mnie spojrzeniem takim jak zawsze. - Wszystko w porządku?
- Tak, nic poważnego się nie stało. - skierowałem się do nich. - Pytasz, co zamierzam zrobić, Rena. Jak widać moja obecność jest kłopotliwa, więc idę tam gdzie moje miejsce. Lorien, miej Aishę na oku, by czegoś głupiego nie zrobiła.
- Nie możesz, Elsword! Nie możesz nas tak zostawić! - krzyknęła czarodziejka i chciała biec w moją stronę, jednak Raven ją zatrzymał. - Puszczaj mnie! Już!
- Otwórz drzwi do naszego domu, Wyrocznia.
- Tak. - Śnieżynka otwierała bramy do świata demonów, a Zeki ciągle się wyrywała Ravenowi. Bramy zostały otwarte i skierowałem się do nich wraz z moją podwładną. Gdy już mieliśmy przekraczać próg, Aisha przytuliła się do mnie od tyłu i ciągle powtarzała bym został.
- Zeki, nie jestem już człowiekiem. Nie mam prawa tu być.
- Masz! To, że zmieniłeś się w demona nic nie oznacza.
- Jesteś głupia czy co? - zaśmiałem się i odwróciłem w jej kierunku. Ostatni raz mogłem spojrzeć na jej twarz, ostatni raz mogłem ją pocałować i ostatni raz mogłem ją do siebie przytulić. - Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
Popchnąłem ją i przekroczyłem próg bramy, która się zamknęła. Gdy brama się zamykała mogłem jeszcze usłyszeć krzyk mojej ukochanej czarodziejki, która chciała bym z nią został.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz