środa, 23 października 2013

Rozdział XIX Walka ojca z synem. Karis! Czas to zakończyć. Hyper active - czy to aby dobry pomysł? Wpis1

Za miastem czekał na nas statek powietrzny. Weszliśmy na niego i skierowaliśmy się w stronę rzekomego pobytu Behemota. Lecąc dalej napotkaliśmy nasz cel - duże cielsko, które sunęło w kierunku miasta. Myślałem, że szybko się tam dostaniemy, jednak myliłem się. Armia succubusów i innej maści demonów kierowała się w naszym kierunku. Cała nasza szóstka dobrała broni i zaczęła pozbywać się nieproszonych gości. Szkoda, że Loriena nie ma. Szybciej byśmy się z nimi uporali. Po krótkiej walce z sługusami Karis, podlecieliśmy blisko Behemota. Dzięki działom na statku udało nam się powalić tę bestię. Następnie czekała nas walka z Karis. Wskoczyliśmy do głowy Behemota i tam, w środku znajdowała się nasza królowa succubusów oraz Anudran, uwięziona w szklanej kuli.
- Znowu się spotykamy, chłopcze. - odparła siedząc niewzruszona na platformie.
- Niestety znowu muszę na ciebie patrzeć. - rzuciłem i poprawiłem miecz w swojej ręce.
- Jesteś strasznie nieuprzejmy, ale to nieważne. - zeskoczyła i chwyciła za swój tasak. - Zaraz to zakończę, a tobą się potem zajmę.
Od razu przywołalem moce Bethrezena i ruszyłem w jej kierunku. Zablokowała mój atak i odskoczyła kawałek dalej. Wtedy, od tyłu zaatakował ją Raven. Znowu uniknęła i uciekła w innym kierunku, prosto na Arę, która wykonała na niej swoją sekretną technikę.
- Powinnaś być bardziej czujna. - rzuciła Ara, a Karis się zaśmiała.
- Nie doceniacie mnie, dzieciaczki. - skierowała się w kierunku Aishy, która ładowała swoją energię. Szybko zablokowałem jej atak i kazałem Aishy znaleźć bezpieczniejsze miejsce. Gdy ja blokowałem ataki Karis, moja siostra z tyłu przywołała swój miecz i chciała uderzyć succubusa. Ta jednak przeteleportowała się i o mało co nie oberwałem z jej miecza. Spojrzałem na nią z lekką irytacją. Ona tylko wzruszyła ramiona i skierowała się w stronę Karis. Po kilku wymianach ciosów, Karis zaczęła walczyć bardziej agresywnie. Ciągle jej tasak był w ruchu i zatrzymywała ciągle ataki z drugiej strony dziwnym symbolem, który wybuchał. Gdy miała chwilę swobody, skupiła swoją magię i zesłała na nas deszcz mrocznych kul. Uniknęliśmy ich jakoś, jednak każdy z nas już był zmęczony walką. Aisha starała się nas ciągle podtrzymywać swoją magią, lecz ona też ma swoje granice. Ara i Raven postanowili wspólnie ją wykończyć. Dziewczyna zaatakowała z lewej strony swoimi orbami, a chłopak z drugiej strony chciał ją złapać, w ogień swojej nazo ręki. Prawie się im udało. Raven spalił jej lewe skrzydło i zaczęła wydzierać się w niebo głosy. Podszedłem do niej i uwięziłem w Maelu, który ją ranił.
- Coś ci nie wyszło Karis. - rzuciłem, a ona wściekle spojrzała na mnie.
- Nie myśl sobie, że tak łatwo mnie pokonacie.
Podobnie jak Ran, zniknęła w kłębach mroku. Na chwilę obecną to było tyle. Usiedliśmy zmęczeni, a Aisha podeszła do szklanej kuli, w której była Anudran. Uderzyła kilka razy ręką, potem rózgą i butem na koniec.
- Co za debilna kula! - ryknęła i kopała dalej.
- E, piękna, bo se buty zepsujesz. - rzuciłem i zaśmiałem się. Spojrzała na mnie zirytowana.
- Żebym to ja ciebie nie zaczęła kopać. - odeszła od kuli i podeszła do mnie.
- Nawet o tym nie myśl. - wstałem leniwie i podszedłem do kuli. Wezwałem Cornwella i spróbowałem wbić miecz w szkło. Nie udało się. Spoko. Karis pokonana, a Anudran to kto uwolni? Myśleliśmy wszyscy przez chwilę, jak ją wyciągnąć. Wtedy Ara wpadła na pomysł, że jeden z jej ataków wywiera spore ciśnienie, więc może uda się rozwalić szkło. Zostawiliśmy to w jej rekach. Stanęła naprzeciwko kuli i zaczęła wytwarzać dość osobliwą przestrzeń. Nawet z daleka było czuć, że zwiększyło się ciśnienie wokół nas. Kilka chwil potem szkło pękło i kapłanka wiatru była wolna. Była nieprzytomna. Zabraliśmy ją na statek i skierowaliśmy się do miasta.
Siedziałem oparty o burtę i wyglądałem na zewnątrz. Przynajmniej aby raz pieszo nie trzeba wracać do Sander. Siedząc tak myślałem, co się stało z Karis. Zawołałem Śnieżynkę, która migiem przybiegła do mnie i zapytała czego od niej chce. Poprosiłem ją by demony ją odnalazły. Kiwnęła głową i od razu pobiegła w zaciszne miejsce, by mogła otworzyć wrota do świata demonów. Potem usiadła obok mnie Aisha i przytuliła.
- To jeszcze nie koniec, prawda?
- Ta. Jeszcze raz z nią będziemy walczyć.
Mam nadzieję, że przy kolejnym starciu już Lorien będzie z nami.
Po powrocie do Sander, Emirate i Vapor strasznie ucieszyli się na powrót Anudran. Karu stał obok niej, jak jakiś obrońca i towarzyszył jej wszędzie. Wszystko się uspokoiło na jakiś czas. Im szybciej moje demony odnajdą Karis tym lepiej. Jednego debilnego demona mniej. Po powitaniach i innych gadkach politycznych, wróciliśmy do pałacu. Nie miałem sił już na nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz