niedziela, 7 kwietnia 2013

Wpis5 Oczami Chunga



Kolejny dzień mijał jak każde inne, no prawie. Amhilowi zachciało się podbijać swoją sławę, a czym? Lataniem nad miastem. Ja się zastanawiam, co jeszcze mnie spotka na tym świecie. Podczas obiadu opowiedzieliśmy reszcie o tym, czego byliśmy świadkami. Potem skierowałem się do Vapor. Ostatnio kiedy u niej byłem, dostrzegłem grubą książkę o alchemii, znaczy takie miałem wrażenie. Zapukałem do drzwi i gdy usłyszałem słowa wejść, przekroczyłem próg domu. Zmierzyła mnie spojrzeniem, a potem wróciła do swoich zajęć . Zapytała się po co przyszedłem. Od razu odpowiedziałem, że chciałem tamtą książkę o alchemii. Opisałem jej wygląd a ona tylko skinęła głową i powiedziała bym jej nie zniszczył. Zadowolony podziękowałem i skierowałem się do regału z książkami. Trzeba przyznać, że trochę ciężka jest. Gdy kierowałem się do drzwi zapytałem ją nad czym pracuje.
-Wiesz, w Sander nigdy zbyt dużo deszczu nie spada. Jak mają plantacje i uprawy rolne przetrwać bez wody? Sami musimy przywozić ją lub zabierać z rzeki głównej. – chwile potem szklane naczynie wybuchło jej w rękach i substancja się rozlała. – Eh do kitu. Muszę inaczej dobrać składniki… - zaczęła marudzić coś i zapisywać.
Wpadłem wtedy na pewien pomysł…

Następnego ranka, leniwie wygrzebałem się z łóżka. Jeszcze z niego spadłem... Lorienka od razu zapiszczała i głaskała łapką po głowie sprawdzając, czy ze mną wszystko w porządku. Chyba nie pisałem, ale jest już po drugiej fazie wzrostu. Jeszcze kilka dni i będzie tak samo duża, jak zwierzak Elsworda. Na pół przytomny doprowadziłem się do porządku i zszedłem na dół. Targałem za sobą działo, że pewnie wszystkich pobudziłem… Usiadłem na nim i spałem na jawie. Po kilkunastu minutach przyszedł Elsword. Powiedział, że musi coś załatwić w Hamel i nie może iść na sekretne mapy. Z jednej strony się cieszyłem, pójdę spać dalej i tak też zrobiłem.
Kilka godzin później wrócił Ammo i razem wyruszyliśmy na sekretne mapy oraz Henira. Gdy tylko skończyliśmy udaliśmy się na rynek. Mieliśmy szczęście i to wielkie. Avatar broni Falcona dla mojego przyjaciela była tania, więc od razu kupił i razem zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Właśnie, też wypadałoby kupić sobie takiego nowego avatara i chustę do kompletu…
Resztę wieczoru spędziłem na czytaniu książki od Vapor. Muszę przyznać, iż zawiera bardzo interesujące rzeczy. Ah no i właśnie, czas by zabrać się za…

Coś się działo złego z Elswordem. Podczas przechodzenia map był strasznie zamyślony. Czasem o mało by nie został poważnie zraniony. Zapytałem go, czy wszystko gra. Opowiedział mi co się wczoraj wydarzyło. Teraz wszystko jasne… Po długich zmaganiach przyszła kolej na Henira, jednak zanim tam poszliśmy postawiłem Elswordowi sprawę jasno. Albo będzie skupiony na walce albo nad rozmyślaniem tego. Kilka minut później zdecydowaliśmy wyruszyć do Glave i tak znowu do południa siedzieliśmy z innymi na jego wyzwaniach.
Spacerując po mieście natknęliśmy się na Zekirę. Jako, iż wiem co się wydarzyło wyręczyłem chłopaka i spytałem ją jak mija jej dzień. Potem pogadaliśmy jeszcze trochę o pierdołach i dołączył do nas Raven, który jak zwykle miał sprawę do Elsworda. Głównie chodziło mu o nową broń. Ammo powiedział, co sądzi o tym mieczu, a potem jakoś tak wyszło, że wszyscy poszliśmy na treningowe.
Czerwono włosy chciał sprawdzić wytrzymałość swojego miecza.
-Uderz w niego najmocniej jak potrafisz.
-No, nie wydaje mi się to dobrym pomysłem… - odparłem nieco zakłopotany.
-Weź nie zachowuj się jak baba, tylko uderz w ten miecz.
-I kto to mówi... – nieco zmieszany wziąłem rozbieg, skoczyłem i z całych sił uderzyłem w jego miecz Destroyerem. Usłyszeliśmy charakterystyczny brzdęk. Chłopaki patrzeli zaciekawieni, co się stało. Dźwignąłem broń i miecz Elsworda był w jednym kawałku, ani jednej rysy, czy pęknięcie. Ale chwila… Jeśli to nie jego, to ten brzdęk to, co to było… Zmartwiony położyłem bokiem działo na ziemi i spojrzałem w miejsce, którym uderzyłem w broń Elsa. Tak jak się spodziewałem… Moja broń… została uszkodzona.
-O stary przesrane, co teraz zrobisz? – odparł Ammo zabierając swój miecz.
-Naprawię, a co mam zrobić? – syknąłem do niego i zmierzyłem złowrogim spojrzeniem.
Zabrałem działo i skierowałem się do Zeki, która siedziała na platformie. To jego wina, że muszę dodatkowo płacić za naprawy… Zasmuciło mnie to, jednak Aisha pocieszyła mnie, że jak będę potrzebować pomocy to mi ją udzieli. Jakoś mi trochę ulżyło… Potem dostrzegłem, iż dziewczyna z zaciekawianiem i lekkim uśmiechem na twarzy obserwowała Elsworda podczas walki. No tak…
Rena zaproponowała, by dzisiejszy wieczór spędzić wspólnie oglądając film. Ja tam nie miałem nic przeciwko w sumie. Gdy tylko wybraliśmy film, ja wygodnie sobie usiadłem na fotelu, a reszta ściskała się na sofie. Kto pierwszy ten lepszy prawda? Po jakimś czasie Aisha źle się poczuła, więc nas opuściła, a Elsword zaraz potem. Gdy tylko wyszli z pokoju Raven odparł, iż tam będzie dział się ciekawszy film, a my się zaśmialiśmy. Kilkanaście minut później powiadomił nas o stanie Zeki i sam poszedł do siebie, a my dokończyliśmy film.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz