poniedziałek, 1 lipca 2013

Wpis5

Dziś nadszedł czas pozbycia się tego śmiesznego kompletu MK-2. Wczesnym porankiem (5rano) zapukałem do drzwi Loriena. Ten jakby nigdy nic otworzył i zapytał, czego chce od niego. Chwila, co on o 5 rano na nogach robi? W sumie miałem ważniejsze rzeczy na głowie, więc powiedziałem mu, że muszę pozbyć się nowego kompletu Aishy. Weszliśmy do środka pokoju i tam wytłumaczyłem mu cały plan działania. Podczas niego Chung pokazał mi jakąś ulotkę, na której było napisane, że można zmienić MK-2 komplet na inny, ładniejszy. No trzeba przyznać, że ten jest o wiele lepszy. Więc po wprowadzeniu małych zmian w planie czekaliśmy, aż Aisha wstanie.

Podczas śniadania zachowywaliśmy się normalnie, w ciszy jedliśmy posiłek. W pewnym momencie Aisha zaczęła podejrzliwie patrzeć na mnie, tak jakby przeczuwała, że coś się święci. Kątem oka na nią spojrzałem i się uśmiechnąłem, a ona od razu pokręciła głową i skierowała się do wyjścia. Wtedy kiwnąłem głowę w stronę Loriena i zapytał, czy pójdzie z nim pospacerować po mieście. Rena od razu zapytała, czy by zrobili zakupy przy okazji. Jest jeszcze lepiej niż myślałem. Aisha się zgodziła, Chung też i tak zaczynamy nasz plan. Zanim wyszli na miasto pożegnałem się z Zeki i dodałem by uważała na siebie. Teraz tym bardziej coś jej nie pasowało i zapytała, czemu dziś taki miły jestem. No co za babsko. Nie dość, że człowiek się stara to jeszcze się doczepi. Dałem jej pstryczek w czoło i rzuciłem, że za dużo myśli. Trochę naburmuszona opuściła pałac, a ja skierowałem się do jej pokoju.

Wszystko fajnie, tylko cholera jasna, gdzie ona schowała ten durny komplet nazoida?! Wywróciłem pokój do góry nogami i nic zero śladu. Nie jest dobrze... Zszedłem na dół i Rena zapytała mnie, czy przejdę się pralni odebrać jej ciuchy. O! To będzie to. Zgodziłem się i skierowałem się do danego miejsca.
Na miejscu poprosiłem tamtejszą obsługę o ubrania Reny i Aishy. Jak strzał w dziesiątkę. Gdy je dostałem skierowałem się do wyjścia i cholera na przeciwko mnie spacerowali Lorien i Zeki. Gdy go zobaczyłem, a on mnie od razu serce zaczęło szybciej bić. Aisha już się obracała, ja szybko za drzwi się schowałem i kątem oka zobaczyłem jak Lorien odciąga ją od tego miejsca. Gdy teren był bezpieczny odsapnąłem i udałem się do Aranki.
Zapytałem ją ile kosztuje wymiana starego MK-2 na nowy. Odparła, że kilka groszy (ta kilka groszy... każda część 5milionów). Zgodziłem się no. Dla mnie to majątek nie jest, ale jednak trochę szkoda kasy.
Wracając do pałacu znowu trafiliśmy na siebie. Tym razem było to na rynku. Od razu się obróciłem w stronę jakiegoś stoiska, za jakimiś ludźmi by mnie czasem nie zobaczyła. Chung i Aisha przeszli koło mnie i szli dalej, a ja znowu odetchnąłem z ulgą.

W pałacu oddałem Renie jej ubrania, a w pokoju Aishy zostawiłem jej nowy komplet MK-2. Przynajmniej będzie jak człowiek wyglądać... Następnie udałem się na dzienne misje, a potem trening.
Podczas niego Cornwell chciał, ze mną pomówić. Trochę mnie to zaskoczyło, bo już trochę minęło od naszej ostatniej rozmowy.
-Elsword twoja siła jest już na wysokim poziomie.
-Ta dzieciaku, stałeś się silniejszy niż przypuszczałem. - prychnął Mroczny i zastanawiał się nad kolejnym ruchem w partyjce szachów z staruszkiem. Rozwaliłem się wygodnie na kanapie i zapytałem ich, po co mnie tu ściągnęli.
-Postanowiliśmy nauczyć cię kilku nowych umiejętności które przydadzą ci się w przyszłych walkach.
-Jakich umiejętności? - zaciekawiło mnie to. Nowe umiejętności Cornwella? Czyli to co umiem, to nie wszystko?
-Z czasem się dowiesz. Cierpliwości chłopcze.
Po tej rozmowie, jakoś szczęśliwy byłem, że w najbliższym czasie będę potrafił coś nowego, innego.

Wieczorem, gdy wróciłem, skierowałem się do jadalni. Tam Aisha rzuciła się na szyję i znowu chciała mnie udusić. Dziękowała, za prezent (prezent jaaasne) i w skowronkach biegała po jadalni, a Rena pod nosem się śmiała. Lorien podpierał się jedną ręką i przeglądał jakąś książkę. Czyli nasz plan wypalił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz