piątek, 14 czerwca 2013

Wpis4

Czas leciał powoli i męcząco. Wszyscy byli przygaszeni, nikt nie miał ochoty na żarty, czy cokolwiek innego. Głównie myśli krążyły wokół Chunga i tej całej zaistniałej sytuacji. Gdy wszystko się zaczyna układać, w jednej chwili wszystko się rozpada. Chyba mamy pecha i to wielkiego, a zwłaszcza Chung. Znowu jemu odebrano bliską osobę. Jako, że jesteśmy dla siebie prawie jak rodzina musimy się nawzajem wspierać. Może teraz nasze więzi jeszcze bardziej się pogłębią? Po pogrzebie jakoś to wszystko się unormowało. Jakoś atmosfera panująca nie była tak przygnębiająca.
Przez kilka kolejnych dni Chung siedział w swoim pokoju i nie zanosiło się, by z niego miał wyjść. Próbowałem go namówić, aby na dzienne misję, jednak nic z tego. Martwiliśmy się o niego. Podczas śniadania, obiadu, czy kolacji głównie rozmowa toczyła się o nim. Rena zapewniała nas, że źle z nim nie jest i dobrze, że ma Maye. Bez niej to chyba mielibyśmy ciężej.
Kolejnego dnia wyruszyłem na dzienne misję i Heniry. Jakoś nie chciało mi się czekać na Loriena i jego zdanie, czy ma zamiar iść. Po zakończonych misjach poszedłem odpocząć do parku. Był dziś piękny dzień do czasu, gdy Aisha nie podbiegła do mnie uradowana z powodu skompletowania MK-2. Przyglądałem się jej dobre 5min i powiedziałem jej, że wygląda okropnie. No inaczej tego określić nie idzie. Oczywiście obrażona zaczęła się wymądrzać. Podszedłem do niej i powiedziałem, iż od dzisiaj jest naszą nową Eve. Od razu zaczęła zaprzeczać i nie chciała bym tak do niej się zwracał. Wiedziałem, że to zadziała. Jako, że mam wredny charakter będę jej teraz dokuczać z tego powodu. Wróciliśmy do pałacu i tam powiedziałem reszcie, że mamy nowego nazoida w grupie. Wszyscy patrzeli na Aishe i co najlepsze Raven przyznał mi rację, Rena kazała mi przestać się z niej nabijać, a Ara nie wiedziała co powiedzieć by nie spowodować jakiś większych spięć. Zeki jak zwykle obrażona zaczęła mi znowu dokuczać. Olałem sprawę i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Jednak zobaczyłem, iż Chung wrócił i jego działo dziwnie się mieniło. Podszedłem do niego i zapytałem, gdzie był i co się stało z jego bronią. Powiedział mi, co z nią zrobił i gdzie był. Wmurowało mnie trochę. Skąd on wytrzasnął taki zwój? To jest w cholerę drogie… Ma lepszą broń ode mnie, nie wierzę… Jego nastawienie też się zmieniło. Był jakby bardziej pewny siebie i widać, że chce zmienić swój tryb życia. Mi tam odpowiada, tylko lepiej by mu nie odbiło. Udaliśmy się na trening, a po treningu wróciłem do siebie i zajmowałem się swoimi sprawami.

Wieczorem jak zwykle dokuczałem Aishy z powodu jej nowego setu, a ona nie odpuszczała i toczyła się wojna na wymianę słów. Do czasu, aż Rena nam nie przeszkodziła, która z nerwów roztrzaskała szklankę w dłoni. Zamilkliśmy, ale ja jej tak łatwo nie popuszczę. Ona zmieni ten set choćby nie wiem co miało się dziać. Wygląda strasznie…
Jak już kładłem się spać wpadłem na pomysł, jak pozbyć się jej tego durnego kompletu. Lepiej, żeby wypaliło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz