Czas leciał powoli i męcząco. Wszyscy byli przygaszeni, nikt nie miał
ochoty na żarty, czy cokolwiek innego. Głównie myśli krążyły wokół
Chunga i tej całej zaistniałej sytuacji. Gdy wszystko się zaczyna
układać, w jednej chwili wszystko się rozpada. Chyba mamy pecha i to
wielkiego, a zwłaszcza Chung. Znowu jemu odebrano bliską osobę. Jako, że
jesteśmy dla siebie prawie jak rodzina musimy się nawzajem wspierać.
Może teraz nasze więzi jeszcze bardziej się pogłębią? Po pogrzebie jakoś
to wszystko się unormowało. Jakoś atmosfera panująca nie była tak
przygnębiająca.
Przez kilka kolejnych dni Chung siedział w swoim pokoju i nie zanosiło
się, by z niego miał wyjść. Próbowałem go namówić, aby na dzienne misję,
jednak nic z tego. Martwiliśmy się o niego. Podczas śniadania, obiadu,
czy kolacji głównie rozmowa toczyła się o nim. Rena zapewniała nas, że
źle z nim nie jest i dobrze, że ma Maye. Bez niej to chyba mielibyśmy
ciężej.
Kolejnego dnia wyruszyłem na dzienne misję i Heniry. Jakoś nie chciało
mi się czekać na Loriena i jego zdanie, czy ma zamiar iść. Po
zakończonych misjach poszedłem odpocząć do parku. Był dziś piękny dzień
do czasu, gdy Aisha nie podbiegła do mnie uradowana z powodu
skompletowania MK-2. Przyglądałem się jej dobre 5min i powiedziałem jej,
że wygląda okropnie. No inaczej tego określić nie idzie. Oczywiście
obrażona zaczęła się wymądrzać. Podszedłem do niej i powiedziałem, iż od
dzisiaj jest naszą nową Eve. Od razu zaczęła zaprzeczać i nie chciała
bym tak do niej się zwracał. Wiedziałem, że to zadziała. Jako, że mam
wredny charakter będę jej teraz dokuczać z tego powodu. Wróciliśmy do
pałacu i tam powiedziałem reszcie, że mamy nowego nazoida w grupie.
Wszyscy patrzeli na Aishe i co najlepsze Raven przyznał mi rację, Rena
kazała mi przestać się z niej nabijać, a Ara nie wiedziała co powiedzieć
by nie spowodować jakiś większych spięć. Zeki jak zwykle obrażona
zaczęła mi znowu dokuczać. Olałem sprawę i skierowałem się w stronę
swojego pokoju. Jednak zobaczyłem, iż Chung wrócił i jego działo dziwnie
się mieniło. Podszedłem do niego i zapytałem, gdzie był i co się stało z
jego bronią. Powiedział mi, co z nią zrobił i gdzie był. Wmurowało mnie
trochę. Skąd on wytrzasnął taki zwój? To jest w cholerę drogie… Ma
lepszą broń ode mnie, nie wierzę… Jego nastawienie też się zmieniło. Był
jakby bardziej pewny siebie i widać, że chce zmienić swój tryb życia.
Mi tam odpowiada, tylko lepiej by mu nie odbiło. Udaliśmy się na
trening, a po treningu wróciłem do siebie i zajmowałem się swoimi
sprawami.
Wieczorem jak zwykle dokuczałem Aishy z powodu jej nowego setu, a ona
nie odpuszczała i toczyła się wojna na wymianę słów. Do czasu, aż Rena
nam nie przeszkodziła, która z nerwów roztrzaskała szklankę w dłoni.
Zamilkliśmy, ale ja jej tak łatwo nie popuszczę. Ona zmieni ten set
choćby nie wiem co miało się dziać. Wygląda strasznie…
Jak już kładłem się spać wpadłem na pomysł, jak pozbyć się jej tego durnego kompletu. Lepiej, żeby wypaliło.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz