sobota, 6 lipca 2013

Wpis6

Niby zwykły dzień, monotonny jak zawsze, jednak nie dziś. Całe miasto było niezwykle pobudzone. Ciekawiło mnie czym… Długo czekać nie musiałem. Gdy tylko zszedłem do przyjaciół powiedzieli mi, iż na sprzedaż zostają wprowadzone mounty. Zaciekawiło mnie, jakie mounty i czym one w ogóle są. Wraz z Śnieżynką i całą ekipą udaliśmy się na miasto. Podczas drogi spotykaliśmy różnych ludzi z różnymi nowymi towarzyszami. Trzeba przyznać, że są duże i różnorodne. Jak nie coś podobnego do Kuraka, to nazoidy lub Buras. Zastanawiałem się do czego one są zdolne i w sumie chciałem się czegoś o nich samych dowiedzieć. Skierowaliśmy się do Aranki i tam nam wszystko wyjaśniła. Kurak zwie się Cockatrice, nazoid w postaci modułu, nie wiem wyścigówki to MobiRT, Buras to Buras i drugi z nazoidów skorpion Type-R. Opisała nam pokrótce, co każdy z mountów potrafi. Brzmi ciekawie. Zapytałem ile kosztują. Odparła z uśmiechem 170kk do 300kk. Wszystkim mina zrzedła. Jednak taki mount to spory wydatek. Mniejsza, nieważne ile kosztuje i tak będę mieć któregoś z nich. Wymieniłem spojrzenie z Lorienem. Zostawiliśmy resztę i udaliśmy się zarabiać kasę. Zapytałem go, którego kupuje. Odparł krótko, że ma na oku Mobiego. Nie wiem czemu, ale jakoś chce mieć Coco (tak będzie się nazywać). To mam teraz spore zajęcie na przyszłe dni.
Najpierw Heniry, a zaraz potem inne dzienne misje i dodatkowo wpadliśmy na PvP. Bądź co bądź, jednak poprzez walki też idzie zarabiać. Zależało mi na tym mouncie. Im szybciej go będę mieć tym lepiej. Przechodząc po mieście spotykaliśmy innych jak trenowali z swoimi nowymi towarzyszami. Zaskoczyło mnie, że coś takiego pojawo się na sprzedaż.
Cały dzień szybko zleciał. Nim się obejrzeliśmy zbliżał się wieczór. Wróciwszy do pałacu, udaliśmy się do pokoju gościnnego i tam rozwaliliśmy się z Lorienem na sofach. Dyskutowaliśmy ciągle o tych zwierzakach, a nasze małe pupile bawiły się w różne rzeczy. Gdy tak sobie odpoczywaliśmy w najlepsze, do pokoju wpadły dziewczyny rozgadane na całego. Na nasz widok trochę się zdziwiły i zapytały, co tu robimy.
-Odpoczywamy nie widać? – rzucił obojętnie Lorien.
-W przeciwieństwie do was coś robimy.
-Odezwali się wielcy panowie wiecznie zapracowani… - prychnęła Aisha i założyła ręce.
-Ktoś musi zarabiać na utrzymanie was i spełnianie zachcianek nie sądzisz? – dogryzłem jej i rzuciłem drwiący uśmieszek.
-Dobra dziewczyny chodźmy do innego pokoju. – skierowały się do wyjścia.
-Zekira znowu focha strzeliła huhu… Elsword za mało jej czasu poświęcasz.
-Wydaje ci się. - zaśmialiśmy się i znowu zostaliśmy sami.
-Jak ty z nią wytrzymujesz?
-Nie pytaj. Sam zadaje sobie czasem te pytanie.
-Albo jest rozpieszczona albo taka jest.
-Wiesz wydaje mi się, że to i to. Taka jest, po prostu.
-Nieważne nie moja sprawa. Idę do siebie. Muszę coś przeczytać.
Pożegnaliśmy się i zostałem jeszcze chwile w pokoju gościnnym. Pomimo wszystko trochę się martwię o Aishę. Albo jestem zbyt zapracowany albo sam już nie wiem. Muszę ostrożnie z nią się obchodzić, jak kiedyś…

Kolejnego dnia z samego rana, wraz z Lorienem wykonywaliśmy dzienne misję i rozmawialiśmy z Kakazu o stanie gildii. Nie ma źle, jakoś wszystko się trzyma, pomimo wszystkich akcji. Po zakończeniu misji udaliśmy się z Lorienem do kawiarni. Tam na spokojnie czytał sobie książkę, a ja przeglądałem papiery gildii. Gdy już odpoczęliśmy wróciliśmy do pałacu. Oddałem Lorienowi papiery i poprosiłem by je włożył do teczki i odstawił na miejsce. Zabrał wszystko i udał się do siebie, a ja na dziedziniec. Zauważyłem Rene i Ravena, co razem siedzieli i o czymś dyskutowali. Przeszedłem koło nich udając, że nic nie widzę i nie słyszę. Idąc dalej w kierunku ogrodów dostrzegłem Aishe, która siedziała na ławce i przeglądała coś. Usiadłem obok niej i zapytałem co tam ma. Od razu zamknęła książkę i powiedziała, że to nie moja sprawa.
-Odgrywasz się za wczoraj co?
-Nie odgrywam. Zresztą… - już chciała iść, jednak nie chciałem by na tym rozmowa się skończyła. Złapałem ją za rękę. Spojrzała na mnie, westchnęła i usiadła z powrotem. – O co chodzi?
-O to samo mógłbym zapytać. Słuchaj Zeki popełniam błędy jak każdy, ale ty wiesz jaki jestem.
-Teraz zachciało ci się na takie rozmowy…
-Kiedyś trzeba. Powiedz mi Zeki, kochasz mnie jeszcze jak kiedyś?
-Jesteś głupi czy co? Nie zmieniam swoich uczuć do kogoś od tak. – przytuliła się i przez chwile trwała cisza. – Zawsze będę cię kochać i nie pytaj więcej o to.
-Skoro tak chcesz.
Siedzieliśmy jeszcze przez jakiś czas, a potem poszliśmy się przejść po mieście. Wieczorem wróciliśmy i do późnej godziny poświęciłem jej czas, jak kiedyś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz