Niby zwykły dzień, monotonny jak zawsze, jednak nie dziś. Całe miasto
było niezwykle pobudzone. Ciekawiło mnie czym… Długo czekać nie
musiałem. Gdy tylko zszedłem do przyjaciół powiedzieli mi, iż na
sprzedaż zostają wprowadzone mounty. Zaciekawiło mnie, jakie mounty i
czym one w ogóle są. Wraz z Śnieżynką i całą ekipą udaliśmy się na
miasto. Podczas drogi spotykaliśmy różnych ludzi z różnymi nowymi
towarzyszami. Trzeba przyznać, że są duże i różnorodne. Jak nie coś
podobnego do Kuraka, to nazoidy lub Buras. Zastanawiałem się do czego
one są zdolne i w sumie chciałem się czegoś o nich samych dowiedzieć.
Skierowaliśmy się do Aranki i tam nam wszystko wyjaśniła. Kurak zwie się
Cockatrice, nazoid w postaci modułu, nie wiem wyścigówki to MobiRT,
Buras to Buras i drugi z nazoidów skorpion Type-R. Opisała nam pokrótce,
co każdy z mountów potrafi. Brzmi ciekawie. Zapytałem ile kosztują.
Odparła z uśmiechem 170kk do 300kk. Wszystkim mina zrzedła. Jednak taki
mount to spory wydatek. Mniejsza, nieważne ile kosztuje i tak będę mieć
któregoś z nich. Wymieniłem spojrzenie z Lorienem. Zostawiliśmy resztę i
udaliśmy się zarabiać kasę. Zapytałem go, którego kupuje. Odparł
krótko, że ma na oku Mobiego. Nie wiem czemu, ale jakoś chce mieć Coco
(tak będzie się nazywać). To mam teraz spore zajęcie na przyszłe dni.
Najpierw Heniry, a zaraz potem inne dzienne misje i dodatkowo wpadliśmy
na PvP. Bądź co bądź, jednak poprzez walki też idzie zarabiać. Zależało
mi na tym mouncie. Im szybciej go będę mieć tym lepiej. Przechodząc po
mieście spotykaliśmy innych jak trenowali z swoimi nowymi towarzyszami.
Zaskoczyło mnie, że coś takiego pojawo się na sprzedaż.
Cały dzień szybko zleciał. Nim się obejrzeliśmy zbliżał się wieczór.
Wróciwszy do pałacu, udaliśmy się do pokoju gościnnego i tam
rozwaliliśmy się z Lorienem na sofach. Dyskutowaliśmy ciągle o tych
zwierzakach, a nasze małe pupile bawiły się w różne rzeczy. Gdy tak
sobie odpoczywaliśmy w najlepsze, do pokoju wpadły dziewczyny rozgadane
na całego. Na nasz widok trochę się zdziwiły i zapytały, co tu robimy.
-Odpoczywamy nie widać? – rzucił obojętnie Lorien.
-W przeciwieństwie do was coś robimy.
-Odezwali się wielcy panowie wiecznie zapracowani… - prychnęła Aisha i założyła ręce.
-Ktoś musi zarabiać na utrzymanie was i spełnianie zachcianek nie sądzisz? – dogryzłem jej i rzuciłem drwiący uśmieszek.
-Dobra dziewczyny chodźmy do innego pokoju. – skierowały się do wyjścia.
-Zekira znowu focha strzeliła huhu… Elsword za mało jej czasu poświęcasz.
-Wydaje ci się. - zaśmialiśmy się i znowu zostaliśmy sami.
-Jak ty z nią wytrzymujesz?
-Nie pytaj. Sam zadaje sobie czasem te pytanie.
-Albo jest rozpieszczona albo taka jest.
-Wiesz wydaje mi się, że to i to. Taka jest, po prostu.
-Nieważne nie moja sprawa. Idę do siebie. Muszę coś przeczytać.
Pożegnaliśmy się i zostałem jeszcze chwile w pokoju gościnnym. Pomimo
wszystko trochę się martwię o Aishę. Albo jestem zbyt zapracowany albo
sam już nie wiem. Muszę ostrożnie z nią się obchodzić, jak kiedyś…
Kolejnego dnia z samego rana, wraz z Lorienem wykonywaliśmy dzienne
misję i rozmawialiśmy z Kakazu o stanie gildii. Nie ma źle, jakoś
wszystko się trzyma, pomimo wszystkich akcji. Po zakończeniu misji
udaliśmy się z Lorienem do kawiarni. Tam na spokojnie czytał sobie
książkę, a ja przeglądałem papiery gildii. Gdy już odpoczęliśmy
wróciliśmy do pałacu. Oddałem Lorienowi papiery i poprosiłem by je
włożył do teczki i odstawił na miejsce. Zabrał wszystko i udał się do
siebie, a ja na dziedziniec. Zauważyłem Rene i Ravena, co razem
siedzieli i o czymś dyskutowali. Przeszedłem koło nich udając, że nic
nie widzę i nie słyszę. Idąc dalej w kierunku ogrodów dostrzegłem Aishe,
która siedziała na ławce i przeglądała coś. Usiadłem obok niej i
zapytałem co tam ma. Od razu zamknęła książkę i powiedziała, że to nie
moja sprawa.
-Odgrywasz się za wczoraj co?
-Nie odgrywam. Zresztą… - już chciała iść, jednak nie chciałem
by na tym rozmowa się skończyła. Złapałem ją za rękę. Spojrzała na mnie,
westchnęła i usiadła z powrotem. – O co chodzi?
-O to samo mógłbym zapytać. Słuchaj Zeki popełniam błędy jak każdy, ale ty wiesz jaki jestem.
-Teraz zachciało ci się na takie rozmowy…
-Kiedyś trzeba. Powiedz mi Zeki, kochasz mnie jeszcze jak kiedyś?
-Jesteś głupi czy co? Nie zmieniam swoich uczuć do kogoś od tak. – przytuliła się i przez chwile trwała cisza. – Zawsze będę cię kochać i nie pytaj więcej o to.
-Skoro tak chcesz.
Siedzieliśmy jeszcze przez jakiś czas, a potem poszliśmy się przejść po
mieście. Wieczorem wróciliśmy i do późnej godziny poświęciłem jej czas,
jak kiedyś.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz